Rozdział ósmy



Woda była ciepła, a delikatny aromat olejku kokosowego unosił się wraz z parą w powietrzu, tworząc kojącą zmysły mieszankę. Angie przez chwilę pomyślała, że mogłaby w tej łazience spędzić wieczność, przyglądając się ręcznie zdobionym kafelkom w kremowo brązowym kolorze, lustrze ze antyczną ramą, a nawet nowoczesnemu panelowi z rozkładem temperatury i oświetlenia, jak gdyby był to najpiękniejszy obraz świata, tworzony z kolorowych diod LED, migających cyklicznie. Lekko zsunęła się z oparcia wanny, przez co zamoczyła spodnią stronę włosów, upiętych w wysoki kok. Natychmiast skorygowała ten błąd, unosząc się wyżej.
Myślała,  zastanawiała się, analizowała wciąż jedno i to samo od wielu godzin, a nawet będąc w wannie, który dotąd był jej azylem od tego typu spraw, nie mogła pozbyć się ciążących nad nią, niczym kat nad skazanym, myśli. Sytuacja przerosła ją już dawno temu, a ona odwlekała stale nieuniknione, wiedząc, że topór i tak prędzej czy później zawiśnie niebezpiecznie nisko nad karkiem. Tak, zdecydowanie kwestią czasu było, kiedy ustosunkuje się względem Germana i Pabla, bo w całym tym poronionym trójkącie najwięcej miała na sumieniu. Nie potrafiła żadnego utrzymać na dystans, czym raniła oboje.
Woda zrobiła się letnia i jej temperatura z każdą minutą malała. Angeles poczuła odrętwienie w stopach, dlatego uznała, że powinna wyjść już z kąpieli.
Bose stopy z pozostałościami białej, miękkiej piany postawiła na dywaniku, po czym przewiązała puchowy ręcznik pod pachami, tworząc prowizoryczną sukienkę w kremowym kolorze. Przeszła przez łazienkę i stanęła przed lustrem, patrząc sobie głęboko w oczy. Nie wytrzymała jednak długo i odwróciła wzrok, wzdychając ciężko. Obrzydzenie – to do siebie czuła. Czym różniła się od wszystkich manipulantek lecących na tak zwane dwa fronty?
Wyrzuty sumienia niczym robak zżerały ją od środka, wgryzając się powoli w duszę jak ten w soczyste jabłko. Tak nie mogło być.
Angie spojrzała na panel, a migotający wyświetlacz uświadomił ją, jak późna była pora. Spojrzała na półkę w celu odszukania swoich ubrań, a tych nie było w zasięgu wzorku. Przeszukała całą łazienkę, zanim uświadomiła sobie, że najzwyczajniej w świecie ich zapomniała. To oznaczało eskapadę po domu w samym ręczniku.
Zgasiła światło w łazience i uchyliła drzwi, aby sprawdzić, czy wszyscy już śpią. Z parteru nie dobiegał żaden niepokojący odgłos, więc uznała, że może spokojnie wyjść. Stąpając na palcach, przeklinała skrzypienie podłogi, a kiedy chciała zamknąć drzwi od łazienki, będąc zwróconą w kierunku korytarza, nie zauważyła, że przytrzasnęła sobie rąbek ręcznika. Czując opór i wyraźne poluzowanie materiału, zaklęła szpetnie i głośniej niż chciała i rozpoczęła proces uwalniania ręcznika z drzwi.
– Może ci pomóc, Angie? – Usłyszała za sobą dobrze znajomy głos, który wywołał u niej kurczowy zacisk dłoni, dla upewnienia się, że jest względnie dobrze okryta. Jej policzki natychmiast pokrył ciemny róż, dający się we znaki piekielnym uczuciem gorąca.
– Dziękuję, poradzę sobie – wymamrotała cicho pod nosem i otworzyła drzwi do łazienki, czego w swej głupocie nie uczyniła wcześniej. Kiedy już uwolniła się, musiała stawić czoła krępującej sytuacji. 
– Ja tylko pomyślałem, że może coś się stało; narobiłaś w końcu sporo rabanu. I te słowa, Angie, jesteś przecież nauczycielką! – Mówił od rzeczy, ale w tych okolicznościach nawet Angeles to nie obchodziło. German podrapał się po karku nerwowo, próbując skupić wzrok na podłodze, a nie na długiej szyi guwernantki, po której spływały kropelki wody, wywołujące u mężczyzny drżenie rąk. Było to o tyle trudne, że ciągle taksował kobietę wzrokiem, wywołując skrępowanie. Opalona skóra kontrastowała z materiałem w kolorze ecru. Ręcznik sięgał kobiecie do połowy nóg, odsłaniając ich resztę, na nogi Castillo zawsze zwracał uwagę. Te były długie, szczupłe i ładnie zbudowane.
Reakcja Germana poniekąd była dla Angie pochlebstwem, na tyle dużym, aby chwilowo odzyskała rezon, mogąc swobodnie przejść do kontrataku.
– Wiesz, mógłbyś chociaż udawać, że nie stoisz tu, żeby na mnie popatrzeć – żachnęła się i zaplotła ręce na piersiach, zmierzając w stronę swojego pokoju. Jakby nie patrzeć, mogła obrócić tę sytuację w żart, dzięki czemu nie musiałoby ją gryźć palące poczucie winy. Zamknęła drzwi za sobą, zanim German jej odpowiedział i odetchnęła z ulgą, opierając się plecami o dębowy mebel.
– Angie!
Wolała iść spać, nie zaprzątając sobie głowy tym, jak żałośnie musiało to wyglądać. Czy już zawsze miały tak wyglądać ich relacje? Czy nie mogła się zdecydować szybciej?
Kładąc się do łóżka myślała tylko o tym, jak przyśpieszyć swoją decyzję, co ma wziąć pod uwagę przy jej podejmowaniu? Ma dać szansę Germanowi czy spróbować szczęścia z Pablo? A może po prostu lepiej by było, gdyby dała sobie spokój z mieszaniem w ich życiach? Co z Jackie? Co z Violettą? Co z nią samą?


Poranki Pablo wyglądały zawsze tak samo. Pobudka niezmiennie o szóstej rano, aby przebiec pięć kilometrów główną promenadą i pomniejszymi parkami. Później zawsze wstępował do tej samej piekarni, gdzie czekało na niego świeże pieczywo, które następnie spożywał do tak zwanej „gazety” i popijał rozpuszczalną kawą, najmocniejszą jaką znalazł na sklepowej półce. Prysznic, odpowiednia garderoba i był gotowy, aby zmierzyć się z trudami dnia codziennego.
Ten dzień również mógłby się tak zacząć, gdyby nie telefon, który o piątej zakomunikował Pablo natychmiastową konieczność zwleczenia się z łóżka, gdyż ton Jackie nie znosił sprzeciwu. Przeklinał siebie samego za fakt, że poprzedniego dnia napomknął jej zdawkowo o swoim hobby, jakim było bieganie. Jednakże mus to mus, więc wstał i przebrał się w strój sportowy, mając na ustach coś, co w zamiarze miało być uśmiechem, a w rzeczywistości przypominało grymas. Oj nie, Pablo zdecydowanie nie mógł się nazwać rannym ptaszkiem, pobudki przychodziły mu z trudem i to przy pomocy pięciu alarmów. Doliczając do tego późną porę o jakiej poszedł wcześniej spać, otrzymujemy podręcznikowy przykład człowieka sennego. Ale czego się nie robi w imię odnowienia znajomości?
Z Jackie znał się od dawna. Pamiętał ją jeszcze jako licealistkę z warkoczami do pasa, która na co dzień nie wychylała nosa zza książek fantasy. Pamiętał, że zawsze kiedy prosił ją o pomoc, robiła co było w jej mocy z uśmiechem ukazującym rządek białych zębów, oplecionych stalowymi drutami. Wtedy widział w niej tylko zahukaną nastolatkę, dlatego tym większe wywarła na nim wrażenie tego dnia, kiedy zapukała do drzwi studia z zapytaniem o pracę jako dorosła kobieta z figlarnym błyskiem w oku, charakterystycznym tylko dla tych chwil, kiedy tańczyła. Mimo matematycznych predyspozycji i nalegań rodziców, podjęła się tańca na Akademii Artystycznej.  
Jacquelin Castro czekała na niego w parku, rozciągając ścięgna nóg o oparcie ławki. Kiedy dojrzała truchtającego w jej stronę Pablo, przerwała ćwiczenia uśmiechając się szeroko.
– A byłam przekonana, że nie dasz rady zwlec się z łóżka – powiedziała zaczepnie.
– To tylko godzina różnicy, nic takiego. – Dołączył do rozciągania się, powoli rozluźniając i napinając ścięgna, co miało zapobiec ewentualnej kontuzji. Cenił sobie swoją sprawność fizyczną i nie uśmiechało mu się zbytnio poruszanie się o kulach. – Tak właściwie, to czemu nie mogliśmy pobiegać o szóstej?
Kobieta klasnęła w dłonie, słysząc to pytanie.
– A dlaczego, że potem idziemy na kawę, za którą zapłacisz, ponieważ musisz mi opowiedzieć to i owo.
Śmiałość Jackie była dla niego czymś niespodziewanym, nie taką ją znał. A może… nie znał jej w ogóle?
– Mhm – mruknął – mi tam pasuje.
Przebieżka nie trwała długo, ponieważ Jackie narzuciła mordercze tempo albo kierując się własnym rytmem ćwiczeń, albo chcąc udowodnić Pablo, że nic nie wie o bieganiu. Posada nauczyciela tańca i stały ruch z tym związany zobowiązuje do trzymania dobrej formy, czego Pablo nie mógł powiedzieć o byciu dyrektorem i nauczycielem śpiewu. Kiedy pięć kilometrów odznaczyło się na jego krokomierzu czuł, że z każdym sapnięciem pomału wypluwa płuca. Blondwłosa Jackie usiadła na ławce. Pablo z odległości dwóch metrów słyszał jej głośny oddech. Może ze mną nie jest jeszcze aż tak źle – pomyślał.
– Pochyl się, będzie ci lepiej. – Usłyszał i zastosował się do sugestii.
– To miał być spokojny trucht, a ty biegłaś jakby cię coś goniło – poskarżył się, wydymając usta w podkówkę, na co Jackie zaśmiała się głośno.
– Nie myśl, że zapomniałam już, jak tą miną naciągałeś mnie na pomoc w pracach domowych w ogólniaku.
– Przynajmniej wtedy to działało – przyznał, łapiąc się pod boki. Koszulka przylepiła mu się do ciała, ale było jeszcze dość rześko, więc nie było to tak odczuwalne.
– A co? Teraz też potrzebujesz moich notatek? – parsknęła śmiechem i odgarnęła niesforne kosmyki z czoła. Długie złote pukle, którymi niegdyś się szczyciła, zginęły gdzieś w otchłani fryzjerskiego kosza albo zostały sprzedane i przerobione na perukę. Teraz sięgały ramion, przez co wydawały się być jeszcze gęściejszymi. Kiedy się uśmiechała, w policzkach tworzyły jej się bardzo delikatne dołeczki, co również nie umknęło jego uwadze. Tak już miał. Wnikliwie obserwował, przez co znał już na pamięć wiele twarzy, mimo że niektórych nie wypadało pamiętać.
Pablo uśmiechnął się tylko w odpowiedzi.
– To co, teraz może kawa i jakaś piekarnia? Muszę zwiększyć sobie cukier.
– Pasuje mi – zgodził się i zaoferował Jackie swoje ramię. Kobieta przystała na ten pełen kurtuazji gest ze śmiechem.
– Powiedz mi coś o reszcie kadry, mam się ich obawiać? Szykować się na jakiś chrzest bojowy? Sól w kawie, albo coś?
Pablo parsknął śmiechem, reagując pozytywnie na poczucie humoru panny Castro. Przeczuwał, że czekają go teraz bardzo interesujące chwile.


– Dlaczego wczoraj nie wróciłaś z Ramallo? – Tata rozpoczął przesłuchanie dotyczące wczorajszego wypadu do Resto nim zdążyłam usiąść przy stole.  Byłam szczerze mówiąc zdziwiona faktem, że nie zrobił tego wczoraj, na progu domu, być może w towarzystwie świadków czy zapisów z kamer poświadczających jakąś niedopuszczalną zbrodnię jakiej się dopuściłam na przykład umoczywszy wargi w koktajlu, w którym jedną tysięczną stanowi pierwiastek służący również za składnik alkoholu.
– Ponieważ wracałam z Leonem – powiedziałam, smarując pieczywo dżemem jabłkowym, jednocześnie patrząc ojcu w oczy wyzywająco.
– Żartujesz sobie?! Tak późno powinnaś wracać tylko i wyłącznie pod opieką Ramallo, a nie z niepełnoletnim chłopakiem. Przecież mogło ci się coś stać! – podniósł głos i w charakterystyczny dla siebie sposób zaczął wymachiwać rękami.
Tylko spokojnie, Violetta, spokojnie.
– Ach, tak?! Zapomniałam, że dwudziesta to dla ciebie środek nocy! A może nie powinnam iść dzisiaj do szkoły? Bo przecież co jeśli walnie we mnie piorun albo kometa? Albo zastanie mnie powódź? Może kupisz mi ponton i rękawki, żebym mogła je mieć zawsze w torebce? – ironizowałam, wlepiając cały czas w tatę oskarżycielskie spojrzenie. Za każdym razem kiedy myślę, że szanuje moje potrzeby, on znowu zaczyna z tą swoją nadopiekuńczością, czym doprowadza mnie do szału.
– Nie tym tonem, Violetta, nie tym tonem! – warknął, nie zwracając uwagi na Ramallo i Olgę, którzy od dłuższego czasu przysłuchiwali się dyskusji.
– Bo co? Zamkniesz mnie znowu w wieży na kolejne szesnaście lat? – Wstałam, gwałtownie odsuwając krzesło, które trąc o posadzkę wywołało nieprzyjemny dla uszu dźwięk. Nie czekając na Angie, obrałam kurs na drzwi.
– A ty gdzie?
– Idę do Studio i liczę, że jak wrócę, będziesz skory do normalnej rozmowy – rzuciłam przez ramię i zatrzasnęłam za sobą drzwi, oddychając ciężko.
Wyszłam przez bramę i upewniłam się, że furtka jest dobrze zamknięta, a kiedy odwróciłam się, z impetem wpadłam na kogoś stojącego za mną.
– Wszystko w porządku? – Leon jak zwykle zaczął od tego pytania, dzięki któremu wiedziałam, że kogoś naprawdę obchodzi to co czuję. – Pomyślałem, że przyjdę po ciebie i pójdziemy do Studia razem.
– Nie uwierzysz – mruknęłam, całując go w policzek. – Pamiętasz jak opowiadałam ci o tym, że ojciec nareszcie się zmienił, dał mi więcej swobody, przestał widzieć we mnie tylko małą dziewczynkę?
Chłopak pokiwał głową.
– No więc dzisiaj zrobił mi awanturę o to, że mam czelność wracać do domu w środku nocy – zrobiłam nawias palcami – i to jeszcze nie z Ramallo, tylko z tobą, ryzykując przy tym zdrowie i życie – sarknęłam wściekła i przyśpieszyłam kroku, chcąc oddalić się od mojego osiedla. Leon złapał mnie za rękę i dotrzymywał mi kroku.
– Jeszcze zrozumie, że z nikim nie jesteś tak bezpieczna jak ze mną. – Uśmiechnął się łobuzersko, a w jego brązowych oczach zatańczyły ogniki, w które tak lubiłam się wpatrywać.
– Powiedz mu to, to wtedy sam wpadniesz w niebezpieczeństwo. – Wyszczerzyłam zęby, ściskając mocniej jego dłoń.
– Masz rację, nie wspominam mile dotychczasowych konfrontacji z Germanem – powiedział, a mi na myśl przyszedł pewien szczególny moment. Parsknęłam śmiechem głośno, a Leon rzucił mi pytające spojrzenie.
– Pamiętasz jak przyszedłeś do mnie do ogrodu, żeby jednocześnie z Tomasem zaśpiewać mi serenadę? – zapytałam.
Chłopakowi zaświtało w głowie, bo momentalnie zaczął się śmiać.
– Nigdy nie zapomnę miny taty, kiedy usłyszał wasz śpiew, podczas kłótni ze mną – westchnęłam, przypomniawszy sobie ze szczegółami jego mimikę i drgającą powiekę nad lewym okiem. Wyjrzeliśmy wtedy przez okno, on rzucając przekleństwa i klątwy, a ja zachęcająca chłopaków do ucieczki. A później ot tak wybiegł z domu i trzymając chłopaków za karki, wykopał ich za bramę.
– Nigdy nie powiedziałbym, że twój tata ma aż tak stalowy uścisk. – Leon machinalnie potarł kark, czym wywołał u mnie kolejną salwę śmiechu.
– Było mi wtedy tak wstyd. Nie mogłeś znaleźć sobie lepszego momentu? – zapytałam z udawanym wyrzutem.
Leon wywrócił oczami i pocałował mnie w czubek nosa.
– Każdy moment jest dobry pod warunkiem, że jest poświęcony tobie – powiedział i przytulił mnie mocno.
– Jesteś naprawdę uroczy, kiedy próbujesz mi się przypodobać, ale zaraz spóźnimy się na lekcje. – Wysmyknęłam się z uścisku i zaczęłam uciekać wzdłuż chodnika, wiedząc, że i tak zaraz mnie złapie. Czekałam na to.

Camila usiadła na brzegu sceny i wymachując nogami, wpatrywała się tępo w jeden punkt przed sobą. Maxi pomachał jej dłonią przed oczyma i parsknął śmiechem.
– No co? – zapytała oburzona faktem, iż ktoś przerwał jej rozmyślania.
– Cały dzień chodzisz z głową w chmurach, można widzieć, o czym tak myślisz? – Francesca przechyliła głowę w pytającym geście.
– Zastanawiam się nad tym, jak będzie wyglądał ten rok w Studio. Marzy mi się kolejne przedstawienie, więcej śpiewu, tańca, nowych perspektyw… – rozmarzyła się, widząc w myślach siebie jako główną bohaterkę spektaklu. Światła skierowane tylko na nią. Tłum ludzi bijących brawa na stojąco. Delikatny dreszcz przeszywający każdego człowieka na sali pod wpływem jej głosu…
– Ziemia do Camili! Znowu się zamyśliłaś – powiedział Maxi oskarżycielskim tonem.
– Pewnie już obsadziła główną rolę na Broadwayu. – Cami miała ochotę zdzielić Fran w głowę za jej umiejętność czytania w myślach.
– Wcale nie! – mruknęła oburzona. – Po prostu mam wrażenie, że będzie się dużo działo.
– Już zaczęło się dziać – wymamrotała do siebie Francesca, mając na myśli sensacje w brzuchu spowodowane nową, intrygującą znajomością. Wczoraj Marco pytał ją o Studio, rekrutację. Miała szczerą nadzieję, że nie zniechęciła go swoją paplaniną, ponieważ w głębi duszy chciała aby na te przesłuchania przyszedł. Lada dzień miała zostać wywieszona informacja o terminach, a bez nich dzwonienie do chłopaka wydawało się być natarczywością. Numer telefonu, który otrzymała wczoraj, uwierał ją i wręcz wzywał do przyciśnięcia zielonej słuchawki, czym Fran była szczerze przerażona.
Przez myśli o czarnowłosym, kompletnie zgubiła wątek toczącej się właśnie dyskusji między Maxim a Camilą, więc na pytanie chłopaka kiwnęła głową bez zrozumienia, czym wywołała u nich głośne chichoty.
– Co jest? – zapytała.
– Maxi właśnie zapytał, czy masz kartofel zamiast nosa.
Fran odruchowo sięgnęła nosa, żeby sprawdzić jego rozmiary i odetchnęła z ulgą czując pod palcami mały, zgrabny kształt, czym wywołała jeszcze głośniejsze śmiechy wśród zebranych. Wywróciła oczami.
– Wielkie mi halo, nie słuchałam waszej rozmowy – warknęła i założyła ręce na piersi, trochę obrażona.
– No już, przepraszam Fran, po prostu teraz ty zupełnie odpłynęłaś.
Dziewczyna nie zdążyła jednak odpowiedzieć, gdyż jej uwagę przyciągnął chłopak zawieszający na tablicy ogłoszeń kartkę z terminami przesłuchań. Podekscytowana zerwała się z siedzenia i pociągnęła Cami i Maxiego w tamtą stronę, czując telefon palący jej skórę przez materiał spodni.
Co to niby oznacza?
Jeszcze nie wiedziała, że to oznacza coś całkowicie nowego.


#

Nowy rozdział, niepoprawiony, gdyż nie miałam na niego czasu. Dosłownie przed chwilą skończyła się imieninowa feta mojej mamy, gdzie przez ostatnie dwa dni robiłam za kucharko-piekarko-pokojówko-sprzątaczko-opiekunko-animatorkę zabaw dziecięcych, więc z pewnością wiecie co to oznacza. Nie wiem co mam sądzić o tym rozdziale.

23 komentarze :

  1. Nawet nie wiesz,jak się cieszę,że dodałaś nowy rozdział.Jeszcze go nie przeczytałam,ponieważ za chwilę muszę wychodzić,ale później nadrobię zaległości. : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na reszcie udało mi się przeczytać i mogę z zadowoleniem stwierdzić,że ósmy rozdział bardzo mi się spodobał.Życzę weny. : )

      Usuń
    2. Dziękuję, przyda się :)

      Usuń
  2. Wszystko opisujesz tak szczegółowo i to lubię w Twoim blogu. Jest inny niż wszystkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że się podobało!

      Usuń
  3. Wiesz co, Wiolczur, wnerwiasz mnie już. Nie mogę patrzeć na ciebie i tego twojego bloga. Musisz być taka idealna? Dobra, mogę przymknąć oko na fakt, że wygrywasz konkursy matematyczne, świetnie grasz w siatkówkę, udzielasz się charytatywnie, gotujesz, opiekujesz się dziećmi i Bóg wie, co jeszcze. Pominę nawet to, że jesteś śliczna i najwyraźniej muzykalna, i mieszkasz w jednym z najpiękniejszych miast Polski. Ale faktu, że będąc młodszą ode mnie o parę miesięcy, masz taki ogromny literacki potencjał i w pełni go wykorzystujesz, już nie przełknę. To koniec. Nie pisz do mnie. Strzelam focha,in saecula saeculorum, amen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże, Tears XD
      Żeby chociaż połowa tego stanowiła prawdę, byłabym najszczęśliwszan na Ziemi. Moje pseudo potrawy pozostawiają wiele do życzenia, dzieci narzekają na moje tortury łaskotkowe, nie umiem nic sensownie zagrać, a Sandomierz (bo chyba o Sandomierz chodzi) podałam bo jest blisko i nikt nie będzie kojarzył dziury-wiochy w której mieszkam XD Jestem wielkim leniem, któremu się nie chce ruszyć dupy do rozdziału, ale jeśli chodzi o moją pisaninę, to możesz fochać XD

      Usuń
    2. Jasne, jasne. Pogadaj sobie, ja tam wiem swoje ;) A co ja mam powiedzieć? W wyglądzie chętnie zmieniłabym prawie wszystko, mieszkam w dziurze zabitej dechami, nawet nie umiem odbić piłki, i tak dalej, i tak dalej. Chciałabym być tobą.

      Usuń
    3. Nie chciałabyś :) Możesz mi wierzyć na słowo. Zazwyczaj to się tak tylko wydaje, że inni mają lepiej,

      Usuń
    4. Chciałabym, chyba wiem lepiej ;> Za sam wygląd oddałabym całą kolekcję Opowieści z Narnii i dorzuciła dwa ostatnie tomy Potterów gratis.

      Usuń
  4. Ja jestem dziś jak chmura gradowa, którą lepiej omijać z daleka. Spotkanie dzisiaj ze mną nie jest dzisiaj najlepszym wyjściem. Ale dobra, nie będę nawijała tutaj o swoim podłym humorze, bo to nie miejsce na wylewanie swoich żali.

    W 100% się zgadzam z Tears_in_Heaven. Też powinnam się na Ciebie fochnąć. Już nie będę pisac jak ja kocham Twój styl, bo tylko Cię zanudzę. Więc może napiszę, że po raz kolejny mnie w 100% zadowoliłaś. Nie ma się do czego przyczepić.
    Ja to powinnam mieć jeszcze większego doła, bo jestem od Ciebie starsza kilka lat, a nie mam tylu talentów ile masz Ty. Plus zazdroszczę Ci grania w siatkówkę. Kocham ten sport. Ja chciałabym grać, ale niestety stan mojej nogi mi nie pozwala. Więc wpadnę kiedyś i zobaczę jak grasz, i z tego też Ci wystawię ocenę. Siatkówka, to moja największa miłość, więc się na niej znam.

    Napisałam Ci najbardziej bezsensowny komentarz, jaki mogłam napisać, Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Ja dzisiaj po prostu nie nadaję się do niczego. Amen :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Po przeczytaniu komentarzy zaczynam mieć wrażenie, że jesteś co najmniej idealna! Pozazdrościć wielu talentów. To takie niesprawiedliwe, że jestem już taką starą kobyłą, a nie odkryłam w sobie nic, co mogłabym uznać za talent. Ironia losu. Ale nie o tym miałam pisać.

    Powinnam przyczepić się literówek i powtórzeń, ale skoro rozdział nie był poprawiany, to jestem w stanie wybaczyć. Dużo narracji trzecioosobowej, więc bardzo przyjemnie mi się czytało. Zauważyłam, że bardzo dużą uwagę przykuwasz do szczegółów. Opisy są bardzo rozbudowane, barwne, detaliczne. Dzięki temu czytelnik może niemal namacalnie wczuć się w sytuację i to jest naprawdę duży walor. Szczególnie spodobało mi się to przy fragmencie z Angie, choć ten dotyczący Pablo też był bardzo dobry. Wyobraziłam sobie konsternację Angeles, kiedy ledwo zakryta ręcznikiem została "zaatakowana" przez Germana. Zabawny fragment. Drugi przybliżył trochę sylwetki Galindo i Castro. Myślę, że ich wątek może być ciekawy. Rozmowa Violetty z Germanem jak najbardziej utrzymana w odpowiednim kanonie. Czasami odnoszę wrażenie, że ten człowiek nigdy nie da tej biednej (pod tym względem) dziewczynie normalnie żyć. Nadopiekuńczość jest zgubna. Leon uroczy jak zawsze i takiego go lubię najbardziej. Po serialowych sensacjach miło "zobaczyć" go takiego. Wciąż czekam też na rozwiniecie wątku Fran i Marco!

    OdpowiedzUsuń
  6. Żadne słowa nie oddadzą szczęścia,jakie towaszyszy mi przy czytaniu twoich kolejnych rozdziałów.Mam nadzieję że kolejny pojawi się niebawem i że będzie w nim dużo Germangie bo wciąż w kółko czytam jedną i tę samą scenę z 6 rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Więc... (wiem, że nie zaczyna się zdania od więc). Otóż, postanowiłam napisać kolejny komentarz, dla odmiany sensowny i na temat ;) Przełknąwszy zazdrość, powiem że świetnie Ci wyszedł ten rozdział - poprzedni nie był słaby, ale pod względem stylistycznym, ten bije go na głowę; ciekawie formułujesz uczucia i przemyślenia postaci, tworzysz oryginalne porównania i metafory bez problemu. Ach, muszę zainwestować w słownik, bo niedługo nie dam rady wymyślić nic nowego w opinii na twój temat (już czuję, że zaczynam się powtarzać). Pisz, pisz, czekam na rozwój akcji, na Esmeraldę i zazdrość Angie, na pocałunek Diego i Vilu (mam nadzieję, że nie pominiesz tak istotnych elementów).

    Pozdrawiam, wczorajsze zachowanie mogę wytłumaczyć burzą hormonów, więc nie miej mi za złe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaką kurde Esmeraldę?!Jeśli Wiolczur ją tu doda,to strzelę poważnego focha,już wystarczy że Jaquline tu jest (ja wolę używać jej pełnego imienia)

      Usuń
    2. I tutaj własnie przyszła pora na szekspirowanie:
      Dodać ją czy nie dodać? :D

      Usuń
    3. Zaryzykuj i dodaj. "Choć to szaleństwo, lecz jest w nim metoda.", że pozwolę sobie zaszekspirować ;)

      Mońka, za pozwoleniem, cicho siedź! Trochę intrygi musi być ;)

      Usuń
    4. No wiem,no wiem.Ale już mnie ta cała Esmeralda i Pablo i Violetta i mAxi tak wkurwiają że nie mogę!

      Usuń
  8. Dopiero trafiłam na Twój blog, ale z przyjemnością stwierdzam, że jest świetny :D Czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Teraz czas na jakiś twórczy komentarz ode mnie, choć kompletnie nie wiem, co napisać, bo moje poprzedniczki sprytnie poumieszczały wszystko w swoich wypowiedziach.

    Rozdział naprawdę dobry, ale nie spodziewałam się, że w zdecydowanej części będzie dotyczył Angie i Pablo. Bardziej obstawiałam na jakieś skupienie na rozwoju sytuacji między Violettą, Leonem i Diego, co nie oznacza, że owe zaskoczenie nie było pozytywne. Coraz częściej zastanawiam się też, czy pójdziesz dokładnie tym tropem, co scenarzyści. Wątek trójkąta w tym serialu zaczyna mi już działać na nerwy. Przewija się przez większość postaci, co po jakimś czasie okazuje się naprawdę nudne, choć to telenowela, więc nie wiadomo czego nie można oczekiwać. I naprawdę gorliwie się modlę, żeby tylko między Fran i Marco nikt się nie wpierdzielił, bo wtedy to już zwątpię.

    Pojęczałam, a obiecałam sobie, że nie będę. No cóż, pozostaje czekać na dalsze losy bohaterów.

    A ten fragment z Leonem i Vilu bardzo poprawił mi humor. Dobre na osłodę, kiedy brutalni scenarzyści robią wszystko, żeby w ich relacji namieszać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się co do szczegółu. Najbardziej podobała mi się Leonetta, a drugie miejsce zajęła kłótnia Violi i i Germana ;)

      Usuń
  10. ŚWIETNE!!! Ps Zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń