Rozdział dziewiąty



[Beta Alert - próbowałam go poprawiać, ale w tym gąszczu literek nie umiem wychwycić błędów, będę wdzięczna, jeśli ktoś je wskaże]


Tego popołudnia bezmyślne skakanie po kanałach wydawało mi się jedynym słusznym wyjściem w obliczu wszechogarniającej nudy. Był dla mnie nie do pojęcia fakt, że mimo posiadania kilkuset programów, nigdy nie mogłem znaleźć czegoś godnego zawieszenia oka.
Nie pozostawało mi nic innego, jak po kilkunastu minutach szukania zamknąć oczy i wybrać dowolną kombinację klawiszy. Otworzyłem jedno oko, później drugie i na ekranie spostrzegłem czerwonowłosą Teresę Peroni wcielającą się w jedną z wielu swoich ról, tym razem w serialu Ogniste uczucie. Gdyby mama była gdzieś w pobliżu, dostałbym kategoryczny zakaz przełączania na inny kanał.
Wodziłem bezmyślnym wzrokiem po ekranie, sprawiając wrażenie zainteresowanego treścią przekazywaną w telewizorze, jednakże w głowie toczyłem boje i polemiki na najróżniejsze tematy. Począwszy od analizy wczorajszej kłótni z matką, a na kłótni z Violettą skończywszy.
Nic nie mogłem poradzić na to, że cholernie mi się podobała, a im większe były jej starania by mnie od siebie odsunąć, tym bardziej chciałem robić jej na przekór. W sumie nie do końca to tak wyglądało, miałem z nią raptem trzy bezpośrednie starcia i nie potrafiłem wywnioskować kto wychodził z nich obronną ręką, a kto nie. Fakt ten był dla mnie bez znaczenia. Doskonale wiedziałem, że wrócę z tarczą, na której nieść będę Violettę.

Someday, love will find you…
Usłyszałem stary przebój Journeya i zacząłem macać wszystko w zasięgu rąk w poszukiwaniu swojej wysłużonej Nokii, a kiedy ją znalazłem, wcisnąłem machinialnie zieloną słuchawkę nie patrząc na wyświetlacz.
– Nie uwierzysz… – Usłyszałem podekscytowany głos Marco po drugiej stronie.
– Ty też. Marie z Ognistego uczucia zaszła w ciążę z Juanem i urodziła ślicznego murzynka – powiedziałem i pochyliłem się do przodu, żeby podzielić swoją uwagę pomiędzy rozmówcę, a wydarzenia w serialu.  – A wiesz co jest w tym najlepsze?
– Zamieniam się w słuch – westchnął podirytowany faktem, że poświęcam więcej uwagi podrzędnemu tasiemcowi niż jemu.
– To, że Marie i Juan są biali – podzieliłem się tą ekscytującą wiadomością z przyjacielem, z wyrazem tryumfu na twarzy obserwując, jak Juan opuszcza szpital wściekły. Na następny odcinek przygotuję sobie popcorn.
– Dzięki, zmieniłeś tym moje życie na lepsze. Powinienem ci być wdzięczny do końca swoich dni, ale są ważniejsze rzeczy od tych pierdół. – Marco zirytował się, ale chwilę później wrócił do sedna sprawy. – Za dwa dni w Studio będą przesłuchania, zamierzam się tam dostać.  
Wiadomość ta mnie zaciekawiła na tyle, że wyłączyłem telewizor i wytężyłem słuch do granic możliwości, przyciskając telefon mocniej do ucha.
– Skąd wiesz?
– Francesca przed chwilą zadzwoniła – wymamrotał. Nie mogłem na odległość ocenić czy speszyło go moje pytanie, miałem jednak takie odczucie. Marco wyjątkowo nie lubi, kiedy rozmowa zbacza na związane z nim tory.
– A kiedy to wymieniliście się numerami telefonów? – zapytałem zaintrygowany. Wstałem z kanapy i obrałem trajektorię na kuchnię, czując narastające skurcze w żołądku,  najpewniej spowodowane brakiem śniadania tego dnia.
– Kiedy ubzdurałeś sobie wycieczkę – warknął, niezadowolony z faktu, że wchodzę w jego życie za daleko. – Ale przecież nie o tym rozmawiamy. Masz zamiar spróbować swoich sił?
To pytanie sprawiło mi przyjemność, bo oznaczało coś całkowicie nowego… Poczucie przynależności, nowe znajomości tego brakowało mi w Hiszpanii, gdzie mieszkałem za krótko by móc się zaaklimatyzować. Do Buenos Aires wróciłem jednak na stałe.
– Mam coś innego do roboty? – zadałem pytanie retoryczne idealnie znudzonym tonem, jednocześnie szukając w lodówce czegoś jadalnego. – Na czym te przesłuchania będą polegać?
– Śpiewasz własny utwór, a później prezentujesz choreografię. Ogółem dwa zaliczenia – wyjaśnił pośpiesznie.
– Bułka z masłem – mruknąłem i zatrzasnąłem drzwiczki, wyjmując uprzednio mleko.  – Dzisiejsze piwo wciąż aktualne?
– Raczej tak.
– To w takim razie wybacz, ale czeka na mnie śniadanie. Cześć.
Z braku lepszych alternatyw, sięgnąłem po płatki w kształcie miodowych krążków i zjadłem je w pośpiechu, rozlewając przy tym trochę mleka. Czekał mnie dość pracowity dzień, jeśli chciałem dopracować jakiś utwór do przyzwoitego stanu.
Przemieściłem się z kuchni do swojej sypialni w tempie ekspresowym, zamykając za sobą drzwi z ciemnego drewna i rozejrzałem się po niej w poszukiwaniu moich tekstów. Sypialnia nic się nie zmieniła od mojego wyjazdu, co najwyżej była wielokrotnie sprzątana, gdyż pewne rzeczy zaginęły bez śladu i w tym porządku mogłem już ich nigdy nie odnaleźć.
Przez cały pokój przemykał motyw czerni i bieli. Przejawiał się on na ścianach, będąc przełamywanym przez czerwień w rozmaitych kombinacjach wzorów. Odsunąłem karmazynowe rolety, dostarczając do pokoju dawkę promieni słonecznych, a tym samym odsłaniając widok za oknem. Dom po dziadkach znajdował się na wzgórzu, poza ścisłym centrum miasta, co dawało niezwykłą panoramę nocą: wysokie budynki majaczące w oddali oświetlone światłem tysięcy żarówek w gabinetach, biurach, hotelach... Odwróciłem się i zerknąłem na spore łóżko stojące przy naprzeciwległej do okien ścianie, czując nagłą chęć zakopania się w pościeli i pospania jeszcze trochę. Wielkie zdjęcie przedstawiające horyzont Nowego Jorku nocą wbudowane w ścianę nad łóżkiem było teraz oświetlone promieniami porannego słońca, a śliska powierzchnia odbijała je z lubością, uniemożliwiając mi rozróżnienie wśród kształtów Empire State Building czy niegdyś stojących wież WTC. Bardzo lubiłem się w nie wgapiać.
Usiadłem na łóżku i sięgnąłem ręką do szuflady w biurku, po czym wyciągnąłem opasły zeszyt z bazgrołami i zacząłem wertować go w poszukiwaniu czegoś, co mógłbym zaprezentować. Kartkowanie nie przyniosło mi nic dobrego, gdyż same tytuły odstraszały mnie od zgłębienia się w treść zalążków utworów. „Ty i ja”, „Czerwony brzeg”, „Posłuchaj”. Kręciłem głową z niesmakiem na myśl o tym, że mogłem coś takiego napisać. Były to stosunkowo stare utwory, ale na te nowsze również nie miałem pomysłu. Zrezygnowany, położyłem zeszyt na kolanach i wychyliłem się, żeby podnieść gitarę, w efekcie czego spadł on z hukiem na podłogę. Przekląłem pod nosem własną nieporadność, schyliłem się i próbowałem wymacać prostokątny kształt, ale moje dłonie natrafiły tylko na kartkę, wystającą krawędzią spod łóżka. Była trochę ubrudzona i nosiła ślady wielokrotnego miętolenia.
Jestem tu – przeczytałem na głos tytuł utworu, zastanowiwszy się nad datą jego napisania. Nie powstał w Hiszpanii, więc pamiętał jeszcze czasy przed wyjazdem.


Usłyszeć i poczuć
Czuję jaki masz zamiar,
Szalony, szalony, szalony

Zrozumieć i poczuć
Złamanych serc
Jestem królem, i słońcem, królem, królem słońce

Ta kartka powinna wylądowała w koszu już dawno, dawno temu, ale z jakiegoś powodu mama znalazła ją i przyniosła z powrotem. Sentymentalistka. Zdjęcia też zachomikowała? Nagrania?
– Szlag by to! – warknąłem, śledząc wzrokiem część, którą w początkowym zamyśle miała śpiewać druga połówka duetu.
W tym momencie powinna mnie zalać fala wspomnień z nią związanych. O dziwo – nic takiego się nie stało. Zamiast tego w środku poczułem przejmujący chłód i pustkę. Zacisnąłem zęby. Ostatnio czułem się tak rok temu, później postanowiłem wyjechać na Stary Kontynent. Nie chciałem pamiętać twarzy, głosu, pierwszego spotkania, pocałunku, imienia. Nie dopuszczałem do siebie przeszłości i to mnie zmieniło. Może nawet pomogło?
– Ta piosenka nic już nie znaczy – powiedziałem do siebie dobitnie, kładąc nacisk na słowo „nic”.
To tylko piosenka, słowa, którym nadam nowy kształt, melodię i znaczenie. Słowa, które pomogą mi dostać się do Studia.




Od razu po zajęciach pożegnałem się z Violettą i postanowiłem dogonić Francescę. Minęło parę dni, a ja nie uczyniłem nic w kierunku znalezienia sposobu na zarobek, a bardzo nie chciałem rezygnować ze swoich zainteresowań. Dziewczyna szła z Maxim, Camilą i DJ-em, którego jeszcze nie znałem, ale nie przeszkadzał mi ten fakt zbytnio.
– Fran, możemy pogadać? – zapytałem, siląc się na pogodny ton, kiedy ją dogoniłem.
– O, Leon, a nie wychodziłeś z Violą? – Wzruszyłem ramionami w odpowiedzi na pytanie Camili i zrównałem krok z rozmówcami.
Fran gestem zachęciła mnie do mówienia.
– Czy Luca nie wspominał ostatnio, że potrzebuje rąk do pomocy? – Starałem się nie formułować swych myśli zbyt bezceremonialnie, żeby nie robić z siebie desperata, którym jeszcze nie jestem.
– Szukasz pracy?
– No… tak, przydałoby mi się trochę dodatkowych funduszy – wyjaśniłem dość nieporadnie, drapiąc się po karku. Nikt nie musiał wiedzieć o problemach finansowych rodziców, nawet jeśli to są przyjaciele.
Francesca zmarszczyła czoło w zmartwieniu, a pozostali przysłuchiwali się biernie.
– Mogę go zapytać, ale ostatnio przyjął dwie osoby, więc chyba nic z tego, wybacz.
Westchnąłem i pokiwałem głową zrezygnowany.
– No nic, okej. Ale jakby coś się zmieniło, to daj mi znać.

Pierwszą próbę znalezienia pracy przynajmniej mam z głowy. Spojrzałem na zegarek z elektroniczną tarczą, który wskazywał na godzinę czternastą. Dzisiaj to ja odbierałem Estrellę z przedszkola, więc poszedłem właśnie w kierunku niskiego budynku pomalowanego na pastelowy róż, pokrytego ciemną dachówką. Esti była prawdziwym prezentem od losu. Rodzice od zawsze mi wpajali, że do kolacji wigilijnej zasiąść można tylko, jeśli na niebo wzejdzie pierwsza gwiazdka. Mama przez dłuższy czas miała problemy z zajściem w ciążę, a do tego strasznie kłócili się z tatą i nie liczyłem na żaden cud. A tymczasem w moje dwunaste święta na świat wraz z pierwszą gwiazdką przyszła Estrella i wybór tego imienia był już tylko formalnością. Słabo pamiętałem wcześniejsze wydarzenia, może dlatego, że minęło pięć lat, a może dlatego, że po prostu wszystko się zmieniło wraz z tą Małą. Nocne płacze i krzyki mimo że stawiały na nogi pół sąsiedztwa, odmieniły nas wszystkich.
 Podpisałem się na liście odbiorców i czekałem pod drzwiami, aż Esti pożegna się z koleżankami, kiedy to zrobiła, chwyciła mnie swoja drobną rączką i kazała się prowadzić do domu, stęskniona za mamą.
– Jak ci minął dzień? – zapytałem od niechcenia.
– Tomas powiedział, że jestem głupia, bo nie chciałam oddać mu samochodu – poskarżyła się głośno i dobitnie, tupiąc przy tym nóżką.
– A co mu odpowiedziałaś? – Byłem bardzo ciekawy tej konfrontacji. Sam już nie pamiętałem zbyt wielu szczegółów z mojego bujnego życia towarzyskiego w przedszkolnej grupie pięciolatków.
– Że sam jest głupi i basta.
Pokiwałem głową z aprobatą i pogłaskałem ją po głowie. Ciekawe co może wyrosnąć z takiego diabełka.
– I dobrze, mała. Nie daj sobie w kaszę dmuchać, a na pewno nie byle jakiemu Tomasowi.
Estrella przystanęła i popatrzyła na mnie swoimi wielkimi oczami.
– Znas jakiegoś Tomasa? – spytała w końcu.
– Znałem i też go nie lubiłem – wyjaśniłem, zachęcając ją do kontynuowania spaceru. Byłem już odrobinę spóźniony i nie chciałem przekładać dzisiejszego treningu.
– A co się z nim stało?
– Wyjechał.
– Cemu?
– Bo musiał. – Zadręczała mnie gradem pytań, ale wszystkie odpowiadałem dzielnie, choć wymijająco, nie chcąc wdawać się w szczegóły.
Pokiwała głową i przez moment była cicho, aż w końcu znowu przystanęła i kazała mi się nachylić, żeby następnie wyszeptać mi do ucha kolejne, super tajne pytanie.
– Leoś, a cemu go nie lubiłeś? – Konspiracyjny szept w jej głosie był tak uroczy, że ledwo się powstrzymywałem przed tym, aby jej nie wytarmosić za włosy.
– Bo chciał mi odebrać Violettę – odpowiedziałem, również do ucha i szeptając. Esti wytrzeczyła oczy i zmarszczyła brwi nad czymś się zastanawiając. Bardzo lubiła Vilu, więc byłem ciekawy jej przemyśleń na ten temat.
W końcu roześmiała się głośno, a ja uniosłem pytająco brew do góry.
– Głupi, haha. Przecież jesteś najlepszy! Ty, i Viola, i ja.
Objąłem ją mocno, śmiejąc się w głos.




Lara nigdy nie należała do osób szczególnie zainteresowanych typowo damskimi sprawami. Dorastała pod skrzydłami ojca i starszego brata i przejęła po nich wiele cech. Mimo iż zawsze była „ich małą księżniczką”, nie dorastała w baśniowym zamku z wieżą do samego nieba, nie stroiła w najpiękniejsze suknie ani siebie, ani lalki, a czas spędzała pośród silników, babrając się w smarze. Bardzo to lubiła, dlatego tym trudniej było jej przenieść się do szkoły z internatem, na co usilnie namawiał ją ojciec. W końcu mu uległa zamieniając swój otagowany plakatami azyl na pokój w internacie, luźne koszulki na ciasny mundurek i klucz francuski na maskarę, na co nalegały jej współlokatorki. Uważała ten czas za dość ciekawe doświadczenie, zmieniła trochę horyzonty, ale teraz była już w domu. Niejako bez zajęcia i pomysłu na siebie, dlatego kiedy ojciec przedstawił jej możliwość pomagania na torach, zgodziła się bez wahania.
Okazało się jednak, że Jose przewidział dla niej rolę sekretarki odpowiedzialnej w dużej mierze za dokumentację, a tego zdzierżyć nie mogła i po wielu kłótniach Lara oprócz administracji, zasiliła też szeregi mechaników, będąc tym samym bliżej ryczących bestii, które aż proszą się o to, żeby na nich gdzieś pojechać.
Lara nauczyła się nie wymagać od życia więcej, niż mogłoby jej zapewnić, dlatego taka sytuacja odpowiadała jej w zupełności. No, może z wyjątkiem podejścia Jose do jej sposobu na poruszanie się po mieście. Mimo ukończonej osiemnastki, Lara wciąż była dla niego małą dziewczynką, kruchą. Był to jedyny powód, dla którego po mieście wciąż poruszała się skuterem i miała zakaz brania udziału w wyścigach, co było dla niej największym z możliwych absurdów.
To samo postanowiła przekazać mu tego poranka, ale jej wysiłki spełzły na niczym i znów musiała założyć potulnie kask i wyprowadzić skuter z garażu, żeby dojechać na czas na swoją zmianę.
Mimo iż pracowała „w tej branży” od niedawna, już miała przed oczyma perspektywę pieniędzy i pięknego, okazałego motoru, którego kupi w opłakanym stanie i za owe fundusze odrestauruje.
– Cześć, Humberto – powiedziała do barczystego mężczyzny w średnim wieku, wpisując się na listę wejść. – Mój starszy już przyjechał?
– Nie widziałem go. – Ten odpowiedział, ukazując w szerokim uśmiechu zęby i nadłamaną w skutek wywrotki górną jedynkę, której nie miał jeszcze okazji zobaczyć stomatolog.
Lara pokiwała głową i zostawiła w szatni swoje rzeczy, aby udać się do biura. Na torach czuła się jak w domu. Od zawsze lubiła majsterkować, dłubać i robiła to najlepiej jak potrafiła. Uwielbiała ryk silników, duchotę w powietrzu, uwielbiała ludzi, z którymi dzieliła zainteresowania. Najbardziej jednak marzyła o tym, żeby jeździć.
Cóż, moje marzenia jeszcze trochę poczekają – pomyślała.
Nastawiła wodę w czajniku elektrycznym, mając świadomość, że to ojcowski rytuał. Jose pił zawsze jedną kawę w domu, a drugą od razu po przyjeździe do pracy. Lara nie do końca wiedziała, co osiągnie tym, że jej tata po wejściu do gabinetu zastanie parujący „napój zbawienia”, jak to określał, oraz posegregowane papiery, ale liczyła na to, że po porannej kłótni spojrzy na nią przychylniejszym okiem.
Cały dzień była gnębiona przez wiele myśli. Jedną z nich był fakt, że mimo osiągniętej pełnoletniości, jej zdanie wciąż się nie liczyło. Z jednej strony nie musiałaby odpowiadać za fakt posiadania motocyklu przed ojcem, ani nie mógłby wpłynąć na jej obecność w liście stałych użytkowników torów. Wciąż jednak miała przeświadczenie, że żyje pod jego dachem, pracuje u niego i tak naprawdę tylko się o nią martwi. To kazało jej zostawić chęć zwojowania świata krossów na odpowiedniejszą chwilę.
Czwartek był dla niej doprawdy fatalny, dwóch młodzików zepsuło swoje krossy, a na swojej wachcie w biurze odebrała chyba milion telefonów. Dostawcy części, amatorzy dwukołowców, prasa zainteresowana przygotowaniami do corocznego „La Gran Carrera”, które miało mieć miejsce już za miesiąc, a do tego telefon od żony Alejandro, mechanika, który uległ wypadkowi i obecnie przebywa w szpitalu z połamaną chyba każdą kością.
Z wielką radością przyjęła wiadomość o godzinnej przerwie. Zakupiła w automacie cappuccino i usiadła na barierkach odgradzających teren toru od klubu, delektując się jego smakiem i obserwując pędzące maszyny.
– Dziś też pracujesz? – Usłyszała tuż koło ucha głos i wzdrygnęła się przestraszona.
– Jezusie, Leon, masz jakieś cichobiegi? W ogóle nie słyszałam jak podszedłeś – wymamrotała, trzymając się ostentacyjnie za serce. Chłopak zaśmiał się i usiadł koło niej.
– Nie chciałem cię przestraszyć, przepraszam.
– Nie, jest dobrze, tylko nie rób tak więcej, inaczej zejdę tutaj na zawał. – Upiła łyk napoju i odetchnęła głęboko. – Tata zmienił mi grafik i wychodzi na to, że czwartki mam zajęte. Szkoda, bo to chyba najgorszy dzień w tygodniu.
– Aż tak kiepsko?
Lara pokiwała głową. – A żebyś wiedział. Przed Wielkim Wyścigiem każdy jest tylko podminowany, dostaję mnóstwo telefonów, a do tego pokłóciłam się z tatą.
Leon ubrany był w jasną koszulkę, a spodnie miał zmienione na te od pomarańczowego kombinezonu. Musiała przyznać, że podobał jej się w takim wydaniu.
Nagle klasnęła w dłonie, gdyż przypomniała sobie o czymś.
– Płaciłeś już składkę za wrzesień i za uniform?
Chłopak zmieszał się trochę.
– Yyy jeszcze nie. Nie mam teraz pieniędzy – wymamrotał cicho i zmienił temat: – Muszę już iść, Alejandro miał mi poprawić przednie koło, coś się tam przekrzywiło.
– Alejandro jest na zwolnieniu – powiedziała, a chłopak uniósł jedną brew do góry w pytającym geście. – Miał wypadek i się połamał, biedaczek. Jego żona mówiła, że to kwestia kilku miesięcy.
Blondyn mruknął coś niezrozumiale, ale po chwili ożywił się nieco.
– A nie szukacie kogoś na jego miejsce? Ja wiem, że może nie dorastam mu do pięt, ale…
Lara wyczuła w jego głosie nutkę desperacji, która ją zmartwiła.
– Masz problemy? – Było jej głupio, ze względu na jej wścibskość, ale musiała wiedzieć. Taka już była jej natura.
– Coś w tym stylu. Zależy mi na klubie krossowym, dlatego muszę znaleźć źródło dochodu.
Szatynkę ścisnęło coś w żołądku na myśl o tym, że Leon mógłby odejść z klubu i nie wrócić… Nie znała go długo, ale zdążyła polubić. Sprawiał wrażenie podobnego do niej.
– Zrobię wszystko, co będę mogła, żeby ci pomóc. – Złapała się ostentacyjnie za serce na dowód prawdziwości swoich słów.  – Obiecuję.

 #

No i już. Osiągnęłam rekord, 9 stron i to przed sobotą ;D 
Dzisiaj w nocy wyniki egzaminu gimnazjalnego, ciekawe jak wypadł mój :) 

34 komentarze :

  1. O, pierwsza. Hm.
    Niezłe masz tempo, już trzeci rozdział w czasie kiedy ja wypociłam jeden i to krótki. Muza Natchniuza nie była dla mnie litościwa ostatnimi czasy.
    Świetny rozdział jak zawsze, to się robi nudne... ;) Uwielbiam Esti, przypomina mi moją Kingusię parę lat temu. No i co jeszcze mogę powiedzieć? Egzaminem się nie przejmuj, idę o zakład, że przynajmniej polski zdałaś na 100% (skoro nawet ja miałam w ubiegłym roku 94). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, wątek Diega i "Ogniste uczucie" powaliły mnie na łopatki. Ach, te telenowele...

      Usuń
    2. Wiem, że jedno zadanie z zamkniętych zepsułam na 100 procent i to z winy nie mojej tylko z tego, że egzaminatorzy formułują pytania, które można dwojako zinterpretować, zaś jeśli chodzi o charakterystykę, to liczę na to, że Bilbo Baggins mnie nie zawiedzie :)

      Usuń
    3. O, to miałaś bardzo fajny temat ;) Ja pisałam coś w stylu "Dlaczego czytanie powieści historycznych pozwala dowiedzieć się czegoś więcej o życiu ludzi w tamtych czasach".

      Usuń
  2. Bardzo mi się podoba, jak zwykle. Tylko czemu tak mało pobocznych? Andresa, Olgi, Ramallo, Cardosso? Bardzo ich w serialu lubię... :)

    Moni~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje.

      Serial trwa 40 minut. "Przeczytanie" takiego odcinka zajęłoby wraz ze wszystkimi opisami dwa razy tyle. Napisanie takiego odcinka, wraz z każdym wątkiem i przynależnym opisem zajmie dziesięć razy tyle. Nie mam czasu na te wątki, ani nie uważam ich za kluczowe dla fabuły.

      Na przykładzie tego opowiadania powiem, że Twoje 10 minut czytania kosztuje mnie dwie godziny solidnego pisania. Nie wspominając już o dziesiątkach tysięcy poprawek, betowaniu i rozpraszaczach. Ale i tak kocham to robić xD

      Usuń
  3. Rozdział jak zawsze świetny,choć musiałam go czytać na lekcji bo jestem na informatyce.Jedyne czego mi tu brakowało to Angie ale jakoś to zniosę xD
    zapraszam do siebie:
    http://angie-moja-wersja.blogspot.com
    dzisiaj 2 rozdział pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział,jak zwykle rewelacyjny. : )

    OdpowiedzUsuń
  5. Dotarłam i ja. Esti <3. Od dziś jest moją ulubienicą. Nawet pięciolatka wie, że Leon i Viola, to para idealna i nie można ich rozdzielać. Widzę, że Esti wdała się w braciszka, bo w swoim młodziutkim życiu też ma problemy z chłopakiem o imieniu Tomas. Esti jednak tak jak jej brat nie da sobie w kaszę dmuchać i bardzo dobrze.
    Coś mi się wydaje, że jak Diego dostanie się do studia, to u Twojej Leonetty zaczną się problemy.
    Pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcze, niby rozdział długi, niby nie trzeba było jakoś go wyczekiwać, bo pojawił się szybko, a mimo to wszystko wciąż mam wielki niedosyt. Tak już chyba zawsze będzie.

    To zabrzmi strasznie, ale zaczynam lubić tego drania Diego. W Twoim opowiadaniu, w serialu, ogólnie. Bezpretensjonalnie uwielbiam Leona, ale po jego zachowaniu w ostatnich odcinkach odnoszę wrażenie, że scenarzyści strasznie psują tą postać. Ale zobaczymy, co będzie po przerwie, która nas teraz czeka. Wciąż mam wielką nadzieję, że wszystko wróci do "normalnego" stanu rzeczy, choć nie ukrywam, że Diego to naprawdę intrygująca postać. Ale i tak nie pasuje mi do Violetty, nawet gdyby miał się zmienić, czy coś.

    Rozdział oczywiście jest świetny. Trochę humoru, co u Ciebie bardzo lubię - zwłaszcza w wykonaniu Diego. Ale rozmowa Leona z Esti też bardzo zabawna, a przede wszystkim mega słodka. Już kocham tą dziewczynkę! Szkoda mi tego Leo, ale cóż, życie. Musi sobie chłopak jakoś radzić. Myślę, że Lara będzie chciała mu pomóc na tyle, na ile będzie w stanie, więc z hobby może nie będzie musiał zrezygnować. Szkoda by było.

    Chyba tyle by było z mojej paplaniny. Wyczekuję dziesiątki! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie napisany rozdział. Gratuluję talentu i z niecierpliwością czekam na kolejny. :)
    Zapraszam do mnie:
    angie-my-diary.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejciu, jak się dłuuuugo czytało.
    Ale się opłacało :D
    Blog jest naprawdę fajny, a szablon urzekający ;p
    Czekam na next.
    I zapraszam do siebie: maxi-nati.blogspot.com
    Dopiero zaczynam, więc proszę o wyrozumiałość.

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział jest świetny i przyjemnie się go czytało :) Przepraszam, że ostatnio nie komentowałam, ale miałam małe problemy z internetem. Życzę Ci jak zawsze weny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział bardzo przyjemnie mi się czytało. Bardzo lubię twój styl pisanie, bo jest taki.. Mhm, trudno to określić, ale po prostu zaczarowujesz nim czytelników.
    I bardzo podoba mi się w twoim blogu też to, że rozdziały są dłuższe niż na przeciętnym blogu z Violetty, i że bardziej się skupiasz na opisach niż dialogach, a jak już je piszesz to są takie naturalne.

    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału i zapraszam do mnie: http://violetta-leonetta.blogspot.com/

    Julka ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział super, jak zwykle z resztą, ale mam jedno pytanie:robiłaś szablon sama? Bo jest super, a ja mam tez bloga, ale nie umiem go jakoś ładnie zrobić :\. Pomożesz?

    OdpowiedzUsuń
  12. Super rozdział! Bardzo ładnie piszesz, masz talent! ♥
    Czekam na nexta, a w tym czasie zapraszam do mnie :)
    http://violetta-scenariusze-byash.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. http://zielinska-photography.flog.pl/wpis/6414253/nie-mow-nic-kocha-sie-za-nic-nie-istnieje-zaden-powod-do-milosci-/

    Ale kopiara jesteś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarzucasz kopiowanie Wiolczurowi, czy autorce bloga podanego w linku? Ale nie wiem, czy wiesz, ale "Nie mów nic. Kocha się za nic[...]" to cytat z P.Coelho i jest bardzo znany w internecie, więc nie widzę nic dziwnego w tym, że pojawił się na dwóch niezwiązanych ze sobą blogach.

      Usuń
    2. "Nie mów nic [...]" to jest cytat z Paulo Coelho, bardzo znany i popularny w internecie, a nie przemyślenia tamtej konkretnej blogowiczki...

      Usuń
    3. *facepalm*

      Usuń
  14. aaaaa xd okej ;p sory

    OdpowiedzUsuń
  15. Zostałaś nominowana do Libster Blog na moim blogu!!!
    Gratulacje :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Zostałaś na moim blogu nominowana do Libster Blog :)
    www.fotki-violetta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. P.S - Zostałaś nominowana do "Versatile Blogger Award"
    violetta-and-her-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Zostałaś nominowana do "Versatile Blogger Award" na moim blogu: http://violetta-leonetta.blogspot.com/2013/07/versatile-blogger-awards.html
    Gratuluję. ;)
    Kiedy nowy rozdział?

    Julka ♥

    OdpowiedzUsuń
  19. Wpadnij, przeczytaj inną histerię :D

    zderzeniedwochswiatowvioletta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. To ja sobie poczekam spokojnie :)
    A:*

    OdpowiedzUsuń
  21. CZEKAMY! ;D
    Tears. (nie chciało mi się już logować)

    OdpowiedzUsuń
  22. Naprawdę świetne opowiadanie,zwłaszcza biorąc pod uwagę to,że czytałam już chyba ze sto blogów o Violetcie i żaden nie dorównuje Twojemu. A już akcje z ciążami,pierwszymi razami i psychopatycznymi Diego są wnerwiające. Szczególnie cieszy mnie,że w Twoim opowiadaniu jest dużo opisów okolicy co sprawia,że zawsze gdy po Twoim blogu czytam jakąś książkę myślę:Słabe to,nie to co blog Violczur

    OdpowiedzUsuń
  23. Zostałaś nominowana do nagrody Liebster Blog Award! Szczegóły na moim blogu: http://violetta--leon.blogspot.com/

    Gratulacje:)

    OdpowiedzUsuń