Rozdział piąty


W Nas jest raj, piekło i do obu szlaki
~Jacek Kaczmarski

     Klub Karaoke okazał się być dwupiętrowym budynkiem z ciemnoczerwonej cegły, który w porównaniu do sąsiednich strzelistych gmachów ze stalowymi żebrami wydaje się marną śmiesznostką. Miejsce to jednak emanuje klimatem z daleka i, jak powiedziała mi wcześniej Fran, dlatego w mniemaniu jej znajomego ściąga do środka wielu ludzi. Dobre położenie ułatwiało sprawę, dookoła mnóstwo różnorakich osiedli z ludźmi, którzy pragnęli zabawić się nieco po męczącym dniu, nie wspominając już o niedalekim sąsiedztwie galerii handlowej. Lepszej lokacji właściciel nie mógł sobie wymarzyć.
     W Studio zgodnie ustaliliśmy, że każdy przyjdzie na własną rękę i spotkamy się już w środku, nie chcąc tworzyć wielkiego pochodu maszerującego przez taki kawał miasta. Chwilę wcześniej podwieziona przez Ramallo, stanęłam przed okrągłymi, niczym z Tolkienowskiej powieści, drzwiami i pchnęłam je lekko do środka. Przeszłam przez niewielki korytarz, którego ściany zostały pokryte w całości wielkimi posterami osób, z których większość znam z telewizji bądź Internetu. Zapewne są to osoby, którym dane kiedyś było wystąpić w tym miejscu.
     Kiwnęłam głową, choć sama nie wiedziałam czemu, do ochroniarza w ciemnym ubraniu i sportowych butach, który otworzył mi drzwi do głównej sali.
     Przede mną rozpościerał się widok jakiego rzadko dane mi było uświadczyć w moim krótkim życiu, gdyż żyjąc na walizkach i pod kloszem, do mojego hobby nie należało z pewnością łażenie po klubach. Tata byłby niepocieszony.
     Rozbawiona własną uwagą usiadłam przy stołku barowym i otaksowałam pomieszczenie wzrokiem. Ma wielkość niewielkiej hali, ale nie mam szans na dokładniejsze pomiary, gdyż kolory i kształty skutecznie mi to uniemożliwiają. Tak, jak spodziewałam się po klubie, ciemne barwy w postaci kotar na ścianach dominowały, zostały jednak przełamane kolorowymi akcentami w postaci pomarańczowych, skórzanych sof, foteli i stołków – wszystko w zaokrąglonych, dość śmiesznych kształtach. Sam bar również jest dość oryginalnie wykonany: podświetlana od spodu, pomarańczowa lada położona jest na czymś w rodzaju utwardzanego, białego plastiku stopionego na kształt wielkiego, trójwymiarowego kleksa. Ten sam akcent postanowiono zastosować za barem, gdzie na płaskiej powierzchni takiegoż właśnie kleksa zamontowano wgłębienia gdzie stoją napoje, kolorowe szklanki na koktajle i mnóstwo innych akcesoriów.
     Na końcu moją uwagę przyciągnęła scena w całkowicie innym stylu niż reszta wnętrza. Składa się na nią drewniany podest z fortepianem, a kotara za sceną, pełniąca również rolę kulis jest powlekana srebrnym materiałem tak, że mieni się i odbija kolorowe refleksy światła na nią padającego.
     Podoba mi się tu. Strasznie mi się tu podoba i już wiem, że będę tutaj częstym gościem.
     – Violu! – usłyszałam tuż koło ucha głos Camili. Podskoczyłam nerwowo, czym wywołałam śmiech dziewczyny. W roztargnieniu nawet nie zauważyłam, jak zmaterializowała się obok mnie, a w raz z nią Francesca, Naty i Ludmiła, która postanowiła się przyłączyć do wspólnego wyjścia.
     – Oh, cześć! Nie zauważyłam was wcześniej – przyznałam szczerze.
     – Właśnie widzę, ale się zlękłaś – zaśmiała się Fran, a następnie zaproponowała nam przeniesienie się na kanapy, na co wszystkie przystałyśmy zgodnie.
     Nie minęło pięć minut, a przed nami stały już zamówione koktajle, a my rozprawiałyśmy w najlepsze o wszystkim i o niczym w oczekiwaniu na jakikolwiek ruch na scenie. Ten objawił się w ciągu sekundy, gdyż wraz z  wybiciem osiemnastej rozpoczął się oficjalnie wieczór karaoke, co oświadczył nam przez mikrofon średniego wzrostu szpakowaty mężczyzna o dość wkurzającym głosie, który na myśl przywodził mi prowadzącego teleturnieju na jakiejś podrzędnej stacji.
     Zapowiedział niejakiego Marco, a do moich uszu dobiegły pierwsze dźwięki piosenki. Oniemiałam.
     – Fran, to jest znajome – wymamrotałam, w skupieniu wyłapując kolejne nuty utwierdzające mnie w przekonaniu, że…
     – To nasza piosenka! – dobiegł do mnie głos Włoszki. Naszym oczom ukazał się chłopak w naszym wieku z ciemnymi, gęstymi włosami przewiązanymi bandaną. Usłyszałam pierwsze słowa Junto a ti i wiedziałam, że to będzie dobre wykonanie. Zastanawianie się nad tym skąd zna ten utwór było bezcelowe.
     Skupiałam się na głosie chłopaka i ekspresji z jaką pokonywał kolejne dźwiękowe niuanse wspinając się na wyżyny i niziny swoich możliwości, a nie wiedzieć kiedy, podszedł do naszego stolika i zaprosił do występu Fran, która nieco zdezorientowana przyjęła jego zaproszenie do występu. Jej błagalne spojrzenie mówiące „ratuj, nie wiem co się dzieje” widziałam ze sceny, kiedy złapała w dłonie mikrofon. Uniosłam kciuki do góry, nie wiedząc, co mogę uczynić, aby zachęcić ją do występu.
     Po chwili jednak występ rozkręcił się na dobre, a ja obserwowałam ich z przeczuciem, że śpiewają, jakby byli stworzeni do duetu. Spojrzałam na Camilę, chcąc potwierdzić moje przypuszczenia i nie pomyliłam się.


     Angie weszła do Studio z przeczuciem, że o czymś zapomniała. Było to tak nieznośne uczucie, że musiała wracać się cztery przecznice, mimo że tak naprawdę nie wiedziała po co. Przeszła się korytarzem i postanowiła zajrzeć do pomieszczeń w jakich ostatnio bywała. Obranie trajektorii na salę muzyczną okazało się strzałem w dziesiątkę, gdyż na biurku leżała książka – niezwykle ciekawy kryminał dobrze rokującej młodej pisarki, który w pośpiechu zabrała z domu zamiast skoroszytu z notatkami. Tuż obok leżał jej telefon, którego dioda migała cyklicznie na niebiesko, informując o nieodebranych powiadomieniach. Nie pomyliła się sądząc, że będzie to nieodebrane połączenie od Germana, ale także i cotygodniowy raport za ostatnie telefony i jakaś reklama. Pokręciła głową i schowała smartfon do kieszeni swoich spranych baggy–jeansów. Książkę włożyła do skórzanej, pikowanej torby w brązowym kolorze i wyszła z sali uprzednio gasząc światło.
     Była zmęczona, zmęczona rutyną jaka wkradła się w jej życie ostatnimi czasy. Relacja z Germanem stanowi coś tak skomplikowanego, że nie chciała nawet zmierzyć się w myślach z jej analizą, która pewnie zaprzątałaby głowę blondynki bezustannie, gdyby nie ciągłe spychanie jej w odmęty niepamięci. Dzisiaj po raz kolejny powiedział Angeles, że ją kocha, a ona po raz kolejny nie wiedziała czy to właściwe. German krok po kroku niwelował każdą wątpliwość podczas długich dysput prowadzonych wieczorną porą, jednak ciągle nadchodziły nowe.  Nie umiała, nie potrafiła stwierdzić jednoznacznie czy to co czuje jest tym, co powinna czuć. Tak bardzo chciała, aby Maria mogła jej udzielić jakiejkolwiek wskazówki, aprobaty… Czegokolwiek  co pozwoliłoby się pozbyć wyrzutów sumienia i nieznośnego uścisku w żołądku.
     Ktoś kiedyś powiedział małej, sześcioletniej wówczas Angie, że to czego chcemy, nie zawsze jest tym, co powinniśmy robić, ale zawsze można swoją chęć obrócić w powinność, prawda? Te słowa, dwudziestoośmioletnia dziś Angie przypomniała sobie sobie przypadkiem, widząc pod drodze do Studia bilboard reklamujący nowy, kasowy film z dość chwytliwym hasłem. Postanowiła więc zasypiając skupić się na nich i dociec swych prawdziwych pragnień.
     Korytarz dłużył się w nieskończoność, a przynajmniej przez tempo chodu miała takie wrażenie. W kilku pomieszczeniach wciąż się świeciło, ale pewnie sprzątał tam wynajęty personel, bądź przebywał stróż. Myślała tak do czasu, aż usłyszała perlisty, głośny śmiech dochodzący zza drzwi pokoju nauczycielskiego.
     Cicho i na palcach, aby nie stukać obcasami, podeszła pod szybkę w kształcie trójkąta i dostrzegła Pablo i Jackie rozprawiających w najlepsze i gestykulujących zawzięcie rękami.
     Momentalnie odczuła nieodpartą chęć przerwania im tej błogiej utopii, gdyż jakaś jej część, ta apodyktyczna strona, do której ani myślała się przyznać uważała, że Jackie nie powinna zadawać się z Pablo. Nie powinna i już. To było dla Angie nie do pomyślenia. Przecież to jej… Przyjaciel! Na Boga!, jej jedyny przyjaciel, a teraz miałaby pozwolić, aby ktoś się do niego kleił? To niedorzeczne!
     Stop, pomyślała, zanim chore myśli na dobre zdominowały jej umysł.
     Odeszła od drzwi, jak tylko zrozumiała, że właśnie te myśli… Niejako zazdrość o przyjaciela były naprawdę tym, co było niewłaściwe.
     Nie czuła się zbyt dobrze, przygnieciona ciężarem dnia chowanym pod sztuczną maską zrobioną z uśmiechu, dobrej miny robionej do złej gry. Czuła, jak coś wymyka jej się przez palce, a ona nie wiedziała ani co, ani jak to zatrzymać. Pablo? German? Coś innego? Nie chciała o tym myśleć, nawet przez ułamek sekundy. Chciała zakopać się w swoim pustym mieszkaniu, pod kołdrą w niezapominajki i po prostu zapomnieć, zniknąć, nie musieć egzystować.
     Ale musiała wrócić. Iść do domu Castillo. Jak zawsze by spełnić swoją powinność. Powiedzieć Germanowi, że wszystko jest w porządku. Znieść natarczywe spojrzenie Olgi. Przytulić Violettę. Udawać, że wszystko jest dobrze. Ale nie było. I Angie nie miała siły już grać…


     Kanapa ugięła się pod czyimś ciężarem, kiedy sączyłam koktajl przez słomkę, przez co płyn w szklance zadrgał, niebezpiecznie wychylając się kierunku krawędzi. Opanowałam jednak tą małą katastrofę, unikając spotkania pierwszego stopnia mojej bluzki z jagodowym napojem.
     W chwili gdy ujrzałam zwróconą w moim kierunku, uchachaną twarz myślałam, że świat zwariował, a ja jestem ofiarą programu typu „Mamy Cię!”.
     – Co ty tu, do cholery, robisz? – warknęłam, wiedząc, że moje zachowanie nie jest zbyt miłe, ale dość uzasadnione, zważywszy na manię prześladowczą, w jaką bez wątpienia popadnę mając dalszą styczność z Panem Natrętnym.
     – Też się cieszę, że cię widzę – odparł, nic sobie nie robiąc z mojego oskarżycielskiego tonu i korzystając z chwilowego odrętwienia, wyjął mi z rąk szklankę i upił łyk koktajlu. – Mhm, całkiem smaczne.
     – Pytam serio – powiedziałam zrezygnowana i jednocześnie zaczęłam rozglądać się za jakimś punktem zaczepienia, liną, której mogłam się chwycić przed niechybnym upadkiem, jaki czekał mnie, jeśli wdam się w polemikę czy kłótnię z Diego. Był typem zbyt dominującym, a ja nie chciałam nagle zostać przyparta do muru. Jak na złość - przyjaciele rozpłynęli się w powietrzu.
     – Zaprosiłem tutaj Fran i jej przyjaciół – wyjaśnił, a ja zaczęłam w duchu przeklinać brunetkę i te jej „genialne pomysły”. Nie, może nie powinnam tak reagować, wiedziałam o tym, ale po prostu… mam przeczucie. Przeczucie, że jeśli pozwolę temu chłopakowi na trochę swobody, to może on zmienić o wiele więcej niż bym chciała. Nie znam go, nie wiem o nim nic, ale z drugiej strony mnie intryguje i sprawia, że chcę go poznać, a to jest już… przerażające! Tak, to chyba dobre słowo.
     Mówią, że ludzie boją się tego co niepoznane i ja potrafiłam przełożyć te słowa na swoje warunki. Jestem poniekąd jak ta niepoprawna bohaterka horrorów, która sama pcha się w łapska wszelkiego złego: wchodzi do ciemnej, strasznej piwnicy, mimo nalegań widzów, aby tego nie robiła. Nic sobie nie robi z ostrzeżeń, znaków zawracania… Idzie dalej i brnie otumaniona niespotykaną dotąd ciekawością. Niezrażona bólem, sygnałami ostrzegawczymi. Tylko po to, by nic już nie było takie samo.
     To porównanie wywołało u mnie gwałtowne wzdrygnięcie się, gdyż mimo całej absurdalności, dramatyzmu – coś w tym jest, każe mi zawrócić. Ale nie wiedzieć czemu, postanowiłam zabrnąć dalej i odezwałam się do chłopaka:
     – Sam wpadłeś na ten iście szatański plan zaciągnięcia mnie do klubu karaoke? Tak się stęskniłeś? – zapytałam bez ogródek i spojrzałam na szklankę, z której w zatrważającym tempie ubywało płynu. Diego przywłaszczył sobie na dobre mój koktajl, więc postanowiłam pójść po następny.
     Kiedy wracałam już z bananową jego wersją, chłopaka nie było przy stoliku, za to siedziała tam Cami i pokazywała mi scenę.
     – Przed państwem Francesca w utworze Nel Mio Mondo!


     Spojrzałem na telefon jeszcze raz w celu sprawdzenia adresu klubu, do którego próbowała mnie zaciągnąć Violetta, swoją drogą – z dobrym skutkiem. Odetchnąłem z ulgą, widząc budynek, gdyż nie chciałem błądzić po mieście, kiedy i tak byłem już spóźniony. Będąc na torach, kompletnie straciłem poczucie czasu i przeczuwałem, że mogę dzisiaj za to oberwać.
     Przeszedłem przez korytarz, przy okazji dowiadując się od ochroniarza, że to całe karaoke już się zaczęło, jak i również otrzymałem ostrzeżenie, że mam nie robić głupot. Uhm, dobrze wiedzieć, że wyglądam ludziom na takiego, który z góry ma jakieś szemrane zamiary.
     Wystrój klubu przypadł mi do gustu i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem akustyki. Dobrze przemyślana konstrukcja sprawiła, że z zewnątrz i korytarza nie słyszałem prawie dźwięków piosenki. 
     Dopiero, kiedy weszłem do środka, spostrzegłem, że to tak bliskie memu sercu Podemos. Spojrzałem na Violę, przepełnioną jak zwykle tą samą energią, jaka ogarnia ją przy śpiewie i wiedziałem, że muszę to z nią zaśpiewać.

 #

Wielkie przeprosiny za taki poślizg. Nie daję rady ze swoim życiem już.  Obiecałam, że dodam dzisiaj (chociaż teoretycznie jest już 14 maj, noc mi nie służy), więc dodaję. Może rozdział nie jest najwyższych lotów, bo dzisiaj nie mam do tego głowy, ale liczę, że zaspokoił Waszą ciekawość dalszych wydarzeń. 
Rozdział wydaje się tragicznie krótki, ale w wordzie sięgnął mi pięciu stron. To mniej, niż poprzednio, ale prędzej usnęłabym śliniąc klawiaturę, niż napisała więcej XD 

Pozdrawiam i dziekuję za tak liczny odzew pod poprzednim postem! 

PS Nigdy wiecej dodawania w nocy! Pisałam to chyba na jakimś haju, tyle błędów interpunkcyjnych! ;D 

23 komentarze :

  1. Wiesz, co Ci powiem? Kiedy wchodzę na Twojego bloga, nie boję się, o to, co się będzie dziać w danym odcinku. Dlaczego? Bo wiem, że nie wyskoczysz mi tutaj z ciążą, pierwszym razem, porwaniem, psychicznym Tomasem, czy może i nawet psychicznym Diego.
    Twoje opowiadanie jest proste, ktoś by mógł powiedzieć nawet, że banalne, ale wcale tak nie jest. Właśnie, tą prostotą, Twoje opowiadanie skradło moje serce. Naprawdę je lubię. A uwierz mi ja jestem dość wymagającym czytelnikiem. Może to dlatego, że już dawno skończyłam gimnazjum i trochę lat już mam. Ale do rzeczy. Nie będę tutaj pisać o moim wieku. Mam się skupić na Twoim opowiadaniu. Zdecydowanie wolę proste rzeczy, a nie jakieś nienormalne zwroty akcji. Może i masz rację pisząc, że najwazniejsze jest zadowolenie autora, ale uważam, że jakieś granice są i czasami ktoś przesadza. Ktoś może pomyśleć, że strasznie się czepiam, ale nie powiem jakie mną emocje targają, kiedy czytam, że Violka i Leoś zostaną rodzicami. Już widzę jak w drugiej serii Violka mówi do Leona '' Będziesz tatusiem'' German, by zabił Leona na miejscu i dziecko by nie miało ojca, ale dobra, pora zachować powagę i skupić się na pisaniu istotnych rzeczy, a nie jakiś głupot :)
    Ah to pamiętne karaoke. Jak sobie przypominam odcinek z drugiej serii i jak to by się mogło dobrze skończyć, gdyby nie pan Diego. U Ciebie jest troszkę inaczej, bo Leoś i Violka są szczęśliwą parą, a tutaj 11 odcinek i oni nadal nie mogą się dogadać. Zastanawiam się, czy u Ciebie też Diego wywinie jakiś numer i sprawi, że Leron będzie chciał mu dać w twarz. Jeśli tak będzie, to gorąco trzymam kciuki za Leona :) Niech się Diego nie wpiernicza, tam gdzie go nie chcą :) Bo tylko denerwuje ludzi. A Violka powinna być bardziej stanowcza, Czasami jej tej stanowczości brakuje, a przez to nie może się dogadać z Leonem. Mam nadzieję, że u Ciebie, to karaoke skończy się dobrze, i Leon i Violka nam się nie pokłocą :)
    Angie. Już dawno doszłam, do wniosku, że u niej jest taka sama sytuacja, jak u Violii, gdy Leon i Tomas walczyli o nią. Tylko pytanie, kto tu jest Leonem, a kto tu jest Tomasem. Bo tak. German wyznał miłość Angie, ale jakoś nie może tego ''sfinalizować'' . Chodzi mi o to, że nie potrafi sprawić, by ona z nim była. O uczuciach Pablo, Angie też wie, a Pablo to także jej wspaniały przyjaciel. Tak mi się zdaje, że Angie kocha obu, ale nie potrafi się zdecydować, którego bardziej kocha. Tak jak Viola w pierwszej serii. A Angie już miałą tyle czasu, że powinna wiedziec na czym stoi, a jednak tak nie jest. To jak? Pablo - zakochany w niej, prawdziwy przyjaciel - to Leon? Bo Pablo zawsze kiedy ona go potrzebowała, to zawsze przy niej był i nigdy jej nie zawiódł? A German, to trochę taki Tomas (ale nie do konca) , bo mówi wprost o swoich uczuciach, ale zawsze ktoś lub coś mu przeszkadza w jego działaniach? Ciekawe kogo ona wybierze u Ciebie i w serialu. Gdybym miała jej pomóc i doradzić, to ja bym chyba wybrała Pablo. :)
    cnd.
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musze komentarz rozdzielić na 2 części, bo trochę się rozpisałam :)
      A tak przy okazji. Oglądając drugą serię doszłam do pewnych przemyśleń i wniosków. Wszyscy wiemy ( Ci co oglądają) , że Leon nadal bardzo kocha Violkę, bo niby jakbym sposobem miałby się w niej odkochać. Jednak ja mu się nie dziwię, że on jakiś czas temu zaproponował jej przyjaźń. On się po prostu boi, że znów sie powtórzy to, co jakiś czas temu się działo. Viola w jakimś tam stopniu swoim zachowaniem go zraniła, i teraz się boi, że znów będzie musiał przechodzić przez to samo. Teraz pora, by doszło do zmiany ról. Niech Viola za nim lata, daje mu dowody miłości, stara się o niego, a Leon niech po prostu się temu przygląda i jak będzie gotoway, to znów będzie w pięknym związku z Violką. Ale jak już wspomniałam, teraz Violka musi nadal się starać. Dawać mu takie dowody, jakie on jej dawał praktycznie przez całą pierwszą serię. A wtedy wszystko skończy się dobrze. No prawie dobrze. Bo jest Diego i Lara :) Al trzymajmy się tego, że prawdziwa miłość wygra :D A oni niech tak nadal na siebie uroczo patrzą, bo nawet w takich smutnych spojrzeniach widać miłość i uczucie, które im towarzyszy. Więc, niech Violka cały czas działa i niech się nie poddaje, a Leon niech po prostu się temu przygląda :D
      I tak na koniec, bo chyba zabijesz mnie za ten komentarz, bo jest nudny i bardziej głupszy niź niejedna amerykańska komedia.
      Nie wiem czemu, ale mam jakieś głupie myśli, że ta piękna scenka, na ławczce, która ma być podobno w 15 odcinku, okaże się, albo snem, albo ktoś im przerwie i do pocałunku nie dojdzie, ale to są tylko moje głupie myśl :D
      Aha, i czytając uważnie, nie zauważyłąm żadnych błędów ortograficznych, więc jakbym byłą nauczycielką polskiego, to wystawiłabym ci za ten odcinek 5 :)
      To ja kończę i jeszcze raz przepraszam Cię, za taki nudny, bezsensowny i głupi komentarz :)
      Pozdrawiam A.

      Usuń
    2. Och, jak ja przed momentem przeczytałam ten rozdział, to znalazłam tyle błędów, że jak tylko wrócę do domu (uroki biblioteki i długiego oczekiwania na autobus), biorę się za betowanie. Wczoraj w nocy wstawiałam przecinki na prawo i lewo, a teraz mnie, za przeproszeniem, szlag trafiał przy czytaniu.

      Dziękuję za opinię. Wczoraj w nocy się przyłapałam na tym, że pierwszą myślą po opublikowaniu rozdziału było "Co powie A?". Wiesz, ja mam wiele pomysłów na sfinalizowanie akcji-karaoke i Diegowego Voy por ti. Doszłam do momentu, kiedy nie wiem na ile mogę się posunąć w olewaniu kanonu. Dochodzę do wniosku, że następny rozdział będzie ostatnim dość kanonicznym (przebieg kłótni będzie inny i będzie chęć przemeblowania komuś twarzy!), a później - moja kolorowanka, moje kredki. Tak sobie myślę, że przy tej prostocie pozostanę, chociaż nie chcę, aby cały blog ciągnął sie tylko na lini dom-jakiś klub-studio. Planuję wprowadzić nowe charaktery i myślę, że całkiem miłą odmianę - wątek, który pociągnę przez jakiś czas.
      Jesteś mistrzynią spojlerowania, bo czytasz mi w myślach i robisz to publicznie! XD Fakt faktem, role się odwrócą. Leoś będzie długi czas walczył i nie odpuszczał, ale pewnego dnia czarka się przeleje i wtedy Violetta zrozumie, co może stracić jeśli nie zepnie pośladów i weźmie się do roboty.
      Poza tym, nie mogę się doczekać, aż ruszę na dobre z wątkiem Marco-Francesca i rozwinę Ludmiłę oraz Angie. Niektóre fragmenty już wybitnie ciężko mi pisać, ale nie chcę, aby to był spektakl trzech aktorów (D, L i V) - a Angie czy Ludmi to ważna część serialu jak i opowiadania.
      Cieszę się, że również zauważyłaś nawiązanie do sytuacji Violetty w wątku Angie. Nie wiem jeszcze, co dla niej uszykuję, gdyż piszę, że tak się wyrażę: "na kompletnym żywiole". Sądzę jednak, że to będzie to, na co zasłużyła. Mimo tego, że Pablo jest zbyt dobry dla Angie, oglądajac 2 sezon (i nic nie rozumiejąc, na szczęście, bo inaczej pisałoby mi się milion razy trudniej) mam przeczucie, że Jackie coś knuje albo nie jest do końca szczera i w tym kierunku pójdę. ;)

      Usuń
    3. Ty tak nie patrz na moją opinię. Ona jest naprawdę mało istotna. Teraz czytając swój komentarz, widzę ile błędów narobiłam. Wstyd xD
      Ale nie ukrywam, że od razu po przebudzeniu ( a była 4 rano i może dlatego nie widziałąm błędów), od razu zajrzałam na Twojego bloga. I nie powiem, fajna to byłą odmiana, bo później obejrzałam 11 odcinek :)
      Jeśli moje spojlerowanie Ci przeszkadza, to ja zamilknę na wieki i już nie będę pisac tego, co nie powinnam :D Fakt, czasami, piszę, myślę, mówie za dużao, ale to przez mój charakter, znak zodiaku i moje imię. Postaram sie już tak nie robić, ale nie obiecuje:d
      Dla mnie Jackie też coś knuje i jak dla mnie nie gra czysto, tylko ma coś za uszami, ale jeszcze nie odkryłam, co to jest ( bo przeciez nic nie rozumiem)
      Ale i tak nikt mnie tak nie irytuje jak D, który myśli, że jest zajebisty, a tak wcale nie jest.
      Mam wrażenie, że większość chce i robi wszystko, aby V i L, byli razem, ale chyba L, nie jest jeszcze pewny, czy on tego chce, ale zobaczymy jak to będzie :)
      To ja czekam na kolejny odcinek:)
      Pozdrawiam A :*

      Usuń
    4. I znowu błędy w komentarzu. Bardzo przepraszam, ale był
      pisany na szybkiego.

      Usuń
    5. Spojleruj, rób co tam chcesz :D
      W sumie, też się muszę wziać i nadrobić odcinki bo stanęłam na siódmym chyba.

      Leon jest pewny, jak na razie, później najdą go wątpliwości, czy opłaca się tak cierpieć. Jestem w głębi duszy niepoprawną romantyczką i mam głowę pełną różnych scen, które mogłabym między nimi zrealizować :D

      Nie szkodzi, błędy popełnia każdy.

      Usuń
  2. Uważam, że warto było czekać te kilka dni, ponieważ rozdział
    jest fantastyczny. Od pierwszego rozdziału pokochałam twojego
    bloga! Czekam na następny i jak zawsze życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, dziękuję bardzo :) Wena się przyda, bo mam ambitne plany.

      Usuń
  3. Przpraszam, że tu, ale komentuje z telefonu.
    Jeśli chodzi o romantyczne sceny, to jestem za, bo w 2 serii brakuje między nimi czegoś takiego. Są tylko spojrzenia, które utwierdzają w przekonaniu, że się kochają. Najlepsze spojrzenie jak do tej pory, to w 11 odcinku było. Swoją drogą, oglądając zdjęcia, zauważylam, że ich ulubionym miejscem na spotkania będzie ławeczka nad jeziorkiem, pod drzewkiem :)
    Czekać tylko, aż się dogadają.
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemyślę tę ławeczkę :3 Chociaż, ja chcę pokazać ich związek od strony mniej serialowej. Jak do z Disneyem bywa, wszystko jest cukierkowo różowe i jak uświadczymy jeden pocałunek na cały sezon, toż to cud będzie nad cudami. Ławeczki, spacerki, chodzenie za rączkę - to też, ważny element związku, ale kurczę, nie jestem w tym dobra. Mam za sobą taki naprawdę fajny związek, który opierał się kumpelstwie - od niego się zaczął. Nie było tej sytuacji co z Leonem, co jego działania od początku był umotywowane związkiem z Violettą, tylko to wyglądało bardziej jak Lara&Leon. Kumpela od motorów, wspólne babranie w smarze itp. przełożywszy na moje warunki. I mam manię wręcz zamieszczania w opowiadaniach przygód czy momentów ze swojego życia, jakichś nawiązań albo coś. Wiem, że patrząc na ultra dziewczęcą Violettę nie mam zbyt wielkiego pola do popisu, ale też chciałabym o czymś takim wspomnieć. Nie wiem, może jakieś schadzki nocne albo coś :D XD

      Usuń
    2. Na motor jej nie wsadzę, bo przecież to-to ledwo na rowerze umie jeździć. Btw. nauka jazdy na rowerze w pierwszym sezonie rozczuliła mnie na potęgę! Tak, że do końca dnia wychwalałam wspaniałomyślność Leona pod niebiosa. No słodziak nad słodziaki. Jeśli nie będzie więcej takich spontanicznych akcji w serialu, to sama sobie taką zrobię XD

      Usuń
    3. Nocne schadzki? Jeśli o takie coś chodzi, to ja jestem jak najbardziej za. Mogli by coś takiego w serialu zrobić, ale jeśli Leon z Violką, chcieliby wybrać się na nocną schadzkę, to Violetta musiałaby okłamać Gremana :D Wątpię, by zgodził się na takie coś :D Ale to by było naprawdę fajne. Coś zupełnie innego. W serialu ich związek w pierwszej serii polegał głównie na przytulaniu się i pytaniu Leona '' Kochanie, wszystko dobrze?'' Może to dlatego, że ten serial ogląda dużo dziewczynek w wieku 6-12 lat, a one dużego pojęcia na temat związków nie mają xD Boje się, że w drugiej serii będzie podobnie. Momentami to bardziej będzie przypominać przyjaźń niż związek zakochanych w sobie ludzi. Mam cichą nadzieję, że w 2 serii DCH od innej strony pokaże ich związek, że będzie coś innego niż tylko trzymanie się za rączki i patrzenie sobie w oczy. Ale już jest plus, bo akcja nie toczy się tylko dom-szkoła, tylko wybiega też w inne miejsca i to jest duży plus. Kto wie, może w 2 serii doczekamy się jakiejś romantycznej randki, czy coś w tym stylu. Tak naprawdę, to oni nie byli na takiej randce z prawdziwego zdarzenia, więc teraz coś takiego powinno mieć miejsce :)

      Z tym rowerem, to była fajna rzecz. Swoją drogą Viola z Leonem przeżyła same swoje pierwsze razy (ale to dziwnie brzmi) jazda na rowerze, pocałunek, zaśpiewanie przed publicznością. Wszystko to, miało miejsce dzięki niemu. Wiedział doskonale, co może jej zaoferować :D
      Violka na motorze? German by chyba w serialu zszedł na zawał, jeszcze bardziej niż, gdy dowiedział się, że jego córeczka ma chłopaka :d Ale u Ciebie coś takiego może mieć miejsce, byłaby to fajna odskoczna i zupełnie coś nowego.
      Jak już wspomniałaś. Violka jest mega ultra dziewczęca, i to mnie trochę w niej irytuje. Co odcinek, ona ma na sobie coś różowego, a ja na ten kolor mam alergię. Ale z tym to chyba nic się nie zrobi. I tak jest dobrze w porównaniu z tym, w co ubierała się w pierwszej serii. Zmieniła też troszkę swoje zachowanie, ale nad tym debatować nie będę, bo to trochę za wcześnie.
      Jedno, co mi się jeszcze marzy(ale to już pisałąm),to to by Viola walczyła o Leona, gdy zajdzie taka potrzeba, niech mu udowodni.
      Narobiłaś mi ochotę na ich nocną schadzkę, więc czekam na coś takiego w Twoim wykonaniu :D
      btw, czekam na Twoją opinię z 12 odcinka, Spojlerować tym razem nie będę :D
      A. :)

      Usuń
  4. Super rozdział i nie jest krótki,wydaję mi się taki w sam raz

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem , że bardzo spodobał mi się twój blog , mimo iż jestem bardzo wymagającym czytelnikiem. Co do czytania blogów to jestem perfekcjonistką uwielbiam blogi , które są realne w przypadku twojego na szczęście tak jest ;) Co ogólnie do serialu Violetta to nie jestem fanką telenoweli a ten serial jakoś mnie urzekł , możliwe sprawiło to , że jest on oparty na muzyce i śpiewie - dwóch rzeczach , które są mi bardzo bliskie. Nie chce się tutaj wcale rozpisywać ani być wymagająca , ale powiem , że będę szczególnie zwracać uwagę na wątek o muzyce. Co do ortografii bo pewnie narobiłam MNÓSTWO błędów , ja na swoje nieszczęście nie jestem świetna z ortografii więc wcale nie będę sprawdzać twojego bloga pod względem ortografii itd. Dodam jeszcze abyś nadal trzymała się tej prosty " odcinków ". Jestem bardzo ciekawa jak dalej poprowadzisz Leona i Vilu . No więc do zobaczenia w kolejnym rozdziale. By the way nie chcę wcale kopiować nic od "A." ;) C.A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne dzięki. Mając taką motywację jak Wy, to nic tylko pisać i pisać! :)

      Usuń
    2. No ją myślę :D Bo ja tu codziennie sprawdzam bloga a tu 6 rozdziału nie ma :p Czekam z niecierpliwością ! C.A.

      Usuń
    3. Właśnie. Kiedy nowy?
      A.

      Usuń
    4. Mam w domu rodzinny zlot i szał przed komunią świętą, więc nie bardzo mam jak coś napisać, ale jak wyłuskam trochę czasu (może dziś) to dodam nowy.

      Usuń
  6. Rzuciłaś na mnie czar, twój żywy język naprawdę mnie urzekł. Świetny styl, nic a nic nie przesłodzony, co często się zdarza, niestety. Piękne opisy, ciekawe przemyślenia, wszystko ujęte w proste słowa, a przecież pełne uroku. I to poczucie humoru, którego braku nie mogę znieść w tego typu utworach, naprawdę dobry, inteligentny dowcip. Jestem pod ogromnym wrażeniem twojego pióra. Pozdrawiam serdecznie, "Tears in heaven" z filmweba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, dziękuję ślicznie.

      Usuń
    2. Zgadzam się ;-) Nic dodać, nic ująć... W sam raz!

      Usuń
  7. Wspaniały rozdział. Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham twoje opowiadania, twój styl pisania, poprostu brak słów
    Nata:)

    OdpowiedzUsuń