Rozdział czwarty


Uśmiech to pół pocałunku.
~K. Makuszyński


D.
     Następnego dnia obudziłem się rześki i wyspany, co było dziwne, zważywszy, że poszedłem spać dość późno, nawet jak na mnie. Zanim zszedłem na śniadanie, zaliczyłem szybki prysznic i ubrałem się w ciemną koszulkę i spodnie, tak jak to robiłem zazwyczaj. Już ze schodów słyszałem poranną krzątaninę mamy, która najwidoczniej znowu była spóźniona do pracy. Przywitałem ją buziakiem w policzek i usiadłem w oczekiwaniu na posiłek. Chwilę później przede mną stał talerz parującej jajecznicy ze świeżo zerwanym szczypiorkiem, który w dosłownie chwilę pochłonąłem. Mruknąłem podziękowanie i pochwaliłem danie, a mama spojrzała na mnie badawczo znad gazety i zmrużyła oczy.
     – Stało się coś? – Nie wierzyłem własnym uszom. Przez jej głos przebijało się zmartwienie! Przywitaj się ładnie, człowieku, podziękuj za posiłek, a chwilę później zabiorą cię na jakieś badania, czy aby na pewno nie jesteś psychiczny.
     – Dlaczego zaraz miało się coś stać?
     – Dlatego, że jak żyję z tobą pod jednym dachem, ani razu nie pocałowałeś mnie na dzień dobry i nie pochwaliłeś mojej kuchni! Przecież wiesz, że gotuję beznadziejnie! – powiedziała z wyrzutem.
     – I to jest powodem, dla którego się martwisz czy wszystko ze mną w porządku?
     – TAK! Dokładnie tak.
     – Dobrze, tak więc cieszę się, że mogłem wrócić do domu. Mieszkanie z ojcem było… Zresztą, sama wiesz – skapitulowałem. Spędziłem ostatnie dwa lata życia w Hiszpanii mieszkając u ojca, największego gbura na świecie, którego ciągnęło nie tyle do kieliszka, co również do kobiet, niekoniecznie w jego wieku. A te, cóż, lgnęły do niego, bo przecież miał kasę. Jeśli miałbym opisać te dwa lata, to opisałbym je słowem: horror, chociaż to i tak byłoby obrazą dla tragedii, jaką przeżywałem.
     – Aż tak źle?
     – Gdyby nie jego starania, nie ruszyłbym się stąd na krok, a poza tym, trochę odciążyłoby cię to finansowo – przyznałem szczerze, starając się nie urazić matki stanem naszego konta.
     Trwało to może ułamek sekundy, ale twarz brunetki pociemniała nagle i zalała się smutkiem.
     – Diego, przecież wiesz, nigdy nie byłeś, nie jesteś i nie będziesz dla mnie ciężarem  – wymamrotała i zanurzyła twarz w porannej gazecie.
     – Wiem, mamo. Przecież wiem.
     Cała ta scena między nami była chyba największym wylewem uczuć, jakiego oboje doświadczyliśmy przez ostatnie lata. Ani ja, ani ona nie przywykliśmy do ich okazywania, więc nawet jeśli nie wywiązały się pomiędzy nami żadne gesty, to co kryło się za słowami i spojrzeniami mówiło więcej, niż bylibyśmy w stanie kiedykolwiek sobie powiedzieć.
     Czując podświadomie, że to już i tak dla mnie za dużo, klasnąłem w ręce i podniosłem się do wyjścia. Musiałem zrobić obchód i dać znać miejscowym, że wróciłem do rewiru.
     – Gdzie idziesz?
     – Przed siebie, wrócę później niż wczoraj – odparłem i nałożyłem na nos ciemne awiatorki, układając już w głowie misterny plan zaskoczenia Marco.


     Ludmiła od rana usilnie poszukiwała Naty, która jak na złość zapadła się pod ziemię. Pomrukując z irytacji rzucała groźne spojrzenia na każdego, kto się jej napatoczył i jednocześnie co rusz wysyłała połączenia telefoniczne na numer Natalii. Jak żyła, nie pamiętała kiedy ostatnio zdarzyło się brunetce nie stawić na wezwanie, dlatego żal był tym większy. Westchnęła i ruszyła w stronę szafki, starając się jak najgłośniej uderzać obcasami nowych, drogich butów o posadzkę, wywołując ostentacyjny stukot słyszalny w całym Studio. Otworzyła ozdobione naklejkami drzwiczki i spojrzała w lusterko obleczone po krawędziach różowym materiałem.
     – Włosy, cera, oczy w porządku – mruknęła sama do siebie i po raz kolejny tego dnia przejechała różowym błyszczykiem po karminowej powierzchni ust. Zostawiła w szafce torebkę gorzko stwierdziwszy, że skoro nie ma Natalii, to nikt nie będzie trzymał nad nią pieczy, gdyż oczywiście ona – Ludmiła – miała ważniejsze rzeczy na głowie, choćby i nawet przyćmiewanie innych swoim urokiem. Zatrzasnęła metalowe drzwiczki i wyszła z szatni jeszcze raz lustrując nowo przemalowane korytarze wzrokiem w poszukiwaniu niskiej brunetki, którą mogła nazywać przyjaciółką, bądź też i asystentką. W końcu żadna różnica, prawda?
Wyszła przed Studio w momencie, kiedy wchodziła do niego Angie, a za nimi snuli się Violetta i Leon śmiejąc się z czegoś głośno. Tej pierwszej mruknęła powitanie, a Violettę i swojego byłego chłopaka otaksowała tylko wzrokiem i kiwnęła głową. Nie rozumiała tego. Naprawdę się starała, ale nie potrafiła pojąć fenomenu dziewczyny, która jednego dnia pojawia się w Argentynie i odbiera jej wszystko, mimo tak prób zapobiegnięcia tej katastrofie. Najpierw sprawiła, że Tomas nie mógł przestać o niej myśleć, w efekcie czego Ludmiła mogła tylko pomarzyć o związku z Tomim, który i tak finalnie wyjechał, zostawiając ją samą. Później owinęła sobie wokół palca Leona, skazując Ludmi na życie singielki. Aż w końcu doprowadziła do tego, że praktycznie była na językach ludzi z całego Studia i nie wiedzieć czemu każdy ją ubóstwiał, powoli zapominając o tej, która przecież jest najlepsza – o niej samej. Ludmiła nie byłaby sobą, gdyby poddała się bez walki, prawda? Tak więc starała się, starała się jak tylko mogła, manipulowała, kręciła, wykorzystywała, a i tak nie osiągnęła zamierzonego celu.
     Była w tym jeszcze jedna ciekawostka, mimo tego, jak bardzo starała się nienawidzić Violettę, nie mogła darzyć jej aż tak negatywnymi uczuciami, a po jakimś czasie, rywalizacja zamiast smutnym obowiązkiem stała się przyjemnością. Rywalizacja z kimś, kto jest równie utalentowany i nie łaknie tego co ona. Komensalizm jaki zapanował w Studio był dla niej względnie przyzwoitą opcją. Po jakimś czasie przebolała również stratę w postaci utraty dziennej dawki atencji.
Dzisiaj jednak szczególnie bolał ją brak zainteresowania ze strony Naty, która była jedynym co jej w Studio pozostało. Ale zniknęła, zapewne przesiadując z tymi wieśniakami albo z Maxim, w którym zaczęła się durzyć przed wakacjami.
     Miała jej tyle do opowiedzenia, spędziła w końcu wakacje na jednej z wysp u północnego wybrzeża Ameryki Łacińskiej, w luksusowym kurorcie, gdzie wysłali ją rodzice jako zadośćuczynienie za to, że nie mogli ją zabrać na Stary Kontynent w sprawach biznesowych. Cóż, jakaś cząstka niej miała nadzieję, że nareszcie spędzi z nimi trochę czasu, jednakże jej próżna osobowość, gdzieś w środku nie obraziła się za przyzwoite wakacje na rajskiej wyspie.
     Westchnęła przeciągle i robiąc dobrą minę do złej gry, usiadła przy fontannie, chcąc zażyć trochę promieni słońca. Przymknęła oczy i nie minęła chwila, jak poczuła, że przyjemne ciepło rozchodzące się po twarzy zniknęło. Otworzyła powieki z zaciekawieniem i ujrzała przed sobą Natalię.
     – Dzwoniłaś? – zapytała z pewną dozą nieśmiałości.
     – Czy ty przez ostatnie dni celowo mnie olewałaś? – Blondynka czuła, że powoli traci rezerwy spokoju, który tak usilnie gromadziła przez ostatnie minuty.
     – Nie, byłam po prostu z Maxim, nie słyszałam telefonu – wymamrotała Naty.
     – Miłość nie wybiera, podobno. Dobrze, ciesz się, że tym razem ci wybaczę. Skocz mi po wodę, koniecznie z cytrynką. Ale nawet mi się nie waż kupować czegoś w okolicznych sklepach! Sprzedają sam syf, a ja tego pić nie będę. N-i-e   b-ę-d-ę.
     Natalia zaczerpnęła szybko powietrza, bo była pewna, że się przesłyszała.
     – Żartujesz sobie, tak? Nie wiem czy pamiętasz, ale twoja bajka się skończyła przed wakacjami i jeśli chcesz wody z cytryną, to sobie ją przynieś sama, bo ja za ciebie robić nic nie będę. Słyszałaś? N-i-e   b-ę-d-ę – zadrwiła.
     Ludmiła przytknęła dłoń do ust i zrobiła rozdziawioną minę, w geście oburzenia. Na śmierć zapomniała, że odkąd Naty zaczęła trzymać z „tamtymi”, zmieniła się zupełnie i ni stąd ni zowąd zaczęła się dąsać za każde, nawet malutkie polecenie. Ta przemiana była dla Ludmi nie do pojęcia, gdyż jak dotąd przyzwyczajona do Natalii skakającej wokół niej na każde zawołanie, nie potrafiła sobie wyobrazić innej relacji między nią a brunetką. Nagle zrozumiała, że została zupełnie sama. Że to nie jest ta Naty, która przyznawała jej rację i pomagała w knowaniach. Że jeśli przed wakacjami miała kogoś w tym studio na kogo mogła liczyć, to teraz właśnie ten stan się skończył. Over. Koniec. The End, jak by rzekła. Jej jedyną alternatywą, jedyną deską ratunku, której mogła się chwycić by nie zostać na lodzie, była zmiana podejścia. Ludmiła zrozumiała to dokładnie w tej chwili, w ułamku sekundy, jak najoczywistszą z oczywistości: to jest dżungla. I jeśli lew chce wciąż w niej rządzić, to musi chwilowo usunąć się w cień, aby hieny polowały za niego.
     – Ależ Naty! – zaśmiała się gorączkowo. – Żartowałam! Po co te nerwy? Sprawdzałam cię tylko i cieszę się, że nareszcie jesteś taka stanowcza! Nie wiem, czy już ci to kiedyś mówiłam, ale nauczyłaś się przy mnie tak dużo, że jesteś do mnie całkiem podobna. Tak jak ja – zaczynasz rozumieć zasady panujące w tej dżung… Ekhm, studio i niedługo przyjdzie okres twojego panowania! – Objęła ją za szyję i przytuliła.
     – S-serio?!
     – Oh, Natalia, czy mogłabym cię okłamać? Nie bądź głupiutka, a teraz chodź, spóźnimy się!


V.
     Właśnie czekałyśmy z Camilą na zajęcia Angie, kiedy do sali wparowała Francesca z prawie całą paczką.
     – Mam świetny pomysł, jak możemy spędzić wieczór – pochwaliła się i założyła za ucho kosmyk niesfornych włosów.
     – Oświeć nas – mruknął Broadway, nie podzielając jej entuzjazmu. Nic dziwnego, od jakiegoś czasu chodzi przybity z powodu Camili, która ignoruje go i nie chce nam powiedzieć czemu. Żeby Fran nie straciła rezonu, postanowiłam ją wesprzeć.
     – Oj, przestań. To coś świetnego. No, Fran, opowiadaj!
     – Znajomy podesłał mi adres świetnego klubu karaoke. Nawet jeśli nie pośpiewamy, to spędzimy fajnie czas – powiedziała i zerknęła na wyświetlacz telefonu, zapewne by upewnić się, że jej szansa na miły wieczór wciąż znajduje się w odpowiednim folderze. – Poza tym, błagam, nie każcie mi znowu siedzieć w Resto, pod okiem Luci.
     – A wiesz, to nie taki zły pomysł – pochwalił Maxi. – Ja się na to pisze.
     – I ja! – zakrzyknęła reszta chórem. Szczerze, również podobał mi się ten pomysł. Od niepamiętnych czasów spotykaliśmy się albo w parku, albo w Resto, a klub karaoke to fajna alternatywa i możliwość na uzewnętrznienie siebie.
     Nawet nie zauważyłam, kiedy po klasie przemknął Leon i objął mnie od tyłu, kładąc brodę na moim ramieniu.  Musiało to wyglądać dość śmiesznie, ponieważ Leoś był ode mnie o prawie głowę wyższy.  Mało nie parsknęłam, kiedy jego włosy połaskotały mnie w szyję, co było dość przyjemne, ale, na Boga, byliśmy w szkole!
     – Nad czym debatujecie? – zapytał i zanim wrócił do normalnej pozycji, musnął mnie ustami w policzek, wciąż nie wypuszczając z objęć.
     – Chodź dzisiaj z nami na karaoke! – poprosiłam, modląc się w duchu, aby nie wyskoczył mi znowu z tymi motorami. Nie dzisiaj, błagam!
     – Mam dzisiaj…
     – Skończ, nie mów mi o motocrossach, bo zwariuję, Leon! Chodzisz tam codziennie! – warknęłam z wyrzutem. Po cichnących szmerach wywnioskowałam, że reszta wyniosła się z klasy, najwidoczniej chcąc zapewnić nam trochę prywatności w naszych, jak to kiedyś określili, „wojnach zakochanych”. Nie zauważyłam tego, ponieważ wzrok miałam skupiony tylko na Leonie i bezustannie zmieniającej się mimice jego twarzy. Wziął głęboki wdech i zmarszczył brwi, a na jego jasnym czole pojawiło się kilka małych zmarszczek. Może przesadziłam?
     Kiedy odezwałam się po raz kolejny, głos miałam cichszy i bardziej miękki:
     – Leon, proszę, zerwij się wcześniej i bądź na siedemnastą. Dobrze?
     – Przecież wiesz, że dla ciebie wszystko – powiedział w końcu z rozbrajającym uśmiechem, od którego poczułam przyjemne kołatanie w brzuchu. Przyzwyczaiłam się. Od wielu dni, to moja codzienna reakcja na niego. Momentami zastanawiałam się, czy na mój widok on czuje to samo. Nie zniosłabym, gdyby było inaczej, dlatego wolę nie wiedzieć, mimo wszystko. Nie, nie kwestionuję jego uczuć, bo w nie wierzę. Wierzę w ich szczerość całym sercem. Po prostu… może nie są one tak silne jak moje?
Nie pozwalając, aby czarne przebłyski zaprzątały mi głowę, skupiłam się ponownie na swoim chłopaku i w geście podziękowania pocałowałam go w usta. Krótko i subtelnie.
     Dla niego to wciąż było dość. Cały Leon.
     – Ja ci tu oferuję wszystko co możesz zapragnąć, a ty mi tylko jednym – całus – małym – całus – buziakiem – całus – odpłacasz. – Pocałował mnie czwarty raz, tym razem na tyle dosadnie, aby odebrać mi rezon i chwilowo oddech. Znam wiele jego twarzy, wiele Leonów i każdy inny, tak samo absorbujący, nie wiedzieć czemu miałam wrażenie, że ten powoduje najszerszy uśmiech.


#

Podoba się? Mam nadzieję! Troszkę nad nim siedziałam, bo ciągle poprawiałam fragment z Ludmiłą. Chociaż, efekt najbardziej mi się podoba. Jak sądzicie, wyszła naturalnie, w "swoim stylu"? Starałam się, aby tak właśnie było. Mam dobry pomysł na rozwinięcie tej postaci i bardzo bym chciała wzbudzić w Was te uczucia, których oczekuję, ale na to mamy jeszcze trochę czasu :). 

Jak zauważyliście, nie idę zgodnie z kanonem drugiego sezonu, owszem, pewne wydarzenia będą się przeplatać, jak i chociażby Klub Karaoke. Wiem, że część z Was ogląda drugi sezon *w tym i ja* po Hiszpańsku niewiele rozumiejąc, więc mogę trochę zaszaleć w tym rewirze.

Podrawiam i do następnego, który, jak sądzę, pojawi się jutro o tej porze, albo najdalej w środę. 

33 komentarze :

  1. Świety. Sądzę, że Ludmiła wyszła ci idealnie. Czekam na następny i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Wena się przyda, gdyż ten wyjątkowo ciężko mi się pisało.

      PS Czy mogłabyś mi zostawić namiar na swojego bloga, albo coś? Chciałabym Ci się odwdzięczyć za liczne komentarze i pochlebne opinie. A widzę, że masz nie udostępniony profil.

      Usuń
  2. Świetny! Czekam na następny. Twoje rozdziały na blogu są długie, ale to bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama lubię mieć się "w co wczytać", więc takie same lubię pisać. Poza tym wyznaję zasadę, aby zawsze tworzyć coś, co sama chciałabym oglądać/czytać :).

      Usuń
  3. Gratuluje. Po raz kolejny Gratuluje. Szczerze? Najlepszy odciek z tych wszystkich, które napisałaś. Ludka musi przyzwyczaić się do faktu, że nikt jej już nie usługuje. Jednak najbardziej
    spodobała mi się relacja Villu-Leon. Jest taka prosta, ale szczera i piękna. Ta prostota jest najpiękniejsza. Jak w drugiej serii są między nimi same niedomówienia, tak u Ciebie są szczęśliwi. I znowu plus za brak błędów. Twoje opowiadanie JEST PEREŁKĄ wśród tych opowiadanek o Violi. Gratuluje.
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje. Dołożę wszelkich starań, aby każdy następny rozdział był lepszy od poprzedniego, choć nie zawsze się tak da.
      W serialu Ludmiłę spłycono do granic możliwości, a ja mam zamiar w tym opowiadaniu łopatką z piaskownicy wykopać w tej intelektualnej sadzawce rów mariański. Jeszcze będziecie jej współczuć xD
      Wiesz, odnośnie relacji Violatta-Leoś, to nie spodobało mi się to, że w serialu już od pierwszego odcinka są pomiędzy nimi problemy. Tutaj dam im chwilę na odsapnięcie i nie będzie takich "scen" jak gdzie indziej (mówię o trzech zerwaniach i schadzkach na tydzień). Oczywiście, nie będą szczęśliwi wiecznie, bo niedługo Leoś pozna Diego, Viola Larę i zacznie się skrywana zazdrość zazdrość i uważna obserwacja drugiej strony, na co czekam z radością, bo jestem dość obeznana w tym temacie (ech, te doświadczenia).
      Niemniej, chyba daruję sobie tak częste rozdziały na rzecz dłuższych, bardziej dopracowanych.

      Dziękuję raz jeszcze za tak miłe słowa,
      Wiola.

      Usuń
  4. Napisałabym Ci jeden długi komentarz, ale mój telefon tyle nie udźwignie.
    Ja problemy kocham, ale niech teraz cieszą się swoim szczęściem, bo jak na razie Leon tylko walczy z rywalami, a Violka chyba udaje ślepą, bo nie widzi jak chłopak mocno się stara.
    Dlatego tak fajnie jest u Ciebie i nie ma porwań, ciąż i mieszkania razem.
    A Twój Leoś jest uroczy.
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meh, dziękuję. Nie chcę za dużo zdradzać, ale nie będę kreować biernego Leona wobec działań Diego, tylko będzie Leoś waleczny i stanowczy. Taki, jaki powinien być (i jaki był m.in. wobec Tomasa, niestety, Diego to bardziej wymagający rywal). A Violetta, cóż, ona będzie miała teraz zagwostkę z Larą (i nie tylko). Ale, jakby nie było, żadnych gwałtownych zwrotów akcji: relacje, uczucia - coś, co w serialu nie da się pokazać, a co jest świetnym smaczkiem dla odbiorcy.
      Pozdrawiam,
      Wiola

      Usuń
  5. Aha, jeszcze jedno. Przepraszam, że tak spamuje, ale chce dodać coś jeszcze. Podoba mi się tytuł bloga. Leoś daje Violce tyle powodó by wybrała jego, a ona w serialu ugania się za Tomasem. To jak Leonowi zależy jeszcze bardziej uwidacznia się w dalszych odcinkach. Już nie mówiąc o tym najpiękniejszym. A ta i tak wzdycha do Tomasa. Eh. Swoją drogą mnie ciekawi, czemu oni w 2 serii dogadać się nie mogą. Co ona zrobiła, że Leon jej tak ciepło nie wita? xD
    I ja tam lubię Leona i motory, to przynajmniej facet xd
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz o tym przypadku w drugiej serii, kiedy "ratuje ją" na torze,a później rozmawiają bez większych emocji? Btw. Zauważyłaś nawiązanie do Tomasa i upadku Violetty w pierwszej serii? W sumie, po pierwszych odcinkach drugiego sezonu spodziewałam się, że będzie no wiesz, sielanka będąca preludium tragedii, a tymczasem już w drugim odcinku (nie pamiętam w którym, impreza YouMIXa) kiedy Viola nawet Diega nie znała i pojawił się znikąd, a Leon po prostu zostawił tego buta i odpuścił. To było dla mnie dziwne. Bierne, sama nie wiem. A później tylko szlag go trafiał i dawał sobie siana. Jak nie on. :D

      Facet, oj facet. Szczególnie to widać na tle Tomasa, od którego jest wyższy, lepiej zbudowany, ma barki itp. No i lepiej wygląda bez koszulki. I nie jest ckliwy, tylko stanowczy, pewny swoich zalet i uroku, dla przykładu :3

      Usuń
  6. A ja się mu nie dziwię. On ma dość. Latał za nią jak głupi, starał się, wspierał ją przez cały czas, a ona myślami była przy Tomasie. Podziwiam go, że tak walczy, że chce być z nią, mimo że ciągle czuje coś do tych kluch. Fakt, Leon to facet szczególnie z zachowania. Głównie, to on się o nią starał. Ona po tej akcji z Tomasem coś tam robiła, ale kiepsko. Więc Leon może ma dość? A Violka myśli, że skoro tak latał za nią to nadal będzie?
    A.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przejedzie się. Oj, przejedzie. Może nie tyle w serialu, co po jakimś czasie u mnie. W każdym razie: przyzwyczaił nas do wiecznego dawania z siebie wszystkiego, bez oczekiwania zbyt wiele w zamian (a nuż, Violetta i jej dotychczasowe "zaangażowanie", to może dla niego wystarczająco dużo atencji). A, wiesz. Odnośnie tej bierności, podesłano mi link, gdzie Leoś się stawia. Zobacz sobie ostatnie minuty, jak Violetta śpiewa Hoy somos mas: YOUTUBE. Pozytywne zaskoczenie (zresztą, ciągle jestem przez niego pozytywnie zaskakiwana). No i jak widzę Diego to mi się nuż w kieszeni otwiera, szczególnie w serialu. Jak na niego patrzę, to nawet jeśli nie rozumiem nic z tego, co on mówi, to czuję w kościach, że jest bezczelny. Tak mi się widzi. Mimo to, wolę go od Tomasa i tej bezsensownej, bezpodstawnej miłości, która tak długo robiła Violi w głowie anarchię.

    OdpowiedzUsuń
  8. I to mi się podoba! Powiniem go jeszcze za fraki wyciągnąć i rzucić coś w stylu "Wara od Violetty" niech da mu do zrozumienia, że ma się od niej trzymać z daleka.
    Btw. Czy Ty też odniosłaś wrażenie, że Maxi później trzyma się z Leonem niż z
    Tomasem? I w ogóle wersja Tomasa piosenki Verte.... nie ma szans z wykonaniem Leona. Ale Violetta i tak nadal swoje xD
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żal mi jej xD Z każdym odcinkiem coraz bardziej, bo to już jest śmieszne. Tak obstawiać przy swoim! Przyjdzie czas, że jak Angie zostanie sama (German pójdzie do Esmeraldy, która knuje z Jade; a Pablo do Jackie, które moim zdaniem też nie jest do końca szczera). Oczywiście, nie życzę jej tego, ale taka lekcja życia by jej się przydała.

      Tak. Najpierw Maxi chciał spiknąć i pogodzić Tomaszka i Wiolkę, a później jak się połapał o co chodzi, to wybrał najlepszą możliwą opcję: Leosia.

      ~Wiolczur (piszę ze szkolnego kompa xD)

      Usuń
  9. Violka ma problem. Sama nid wie czgo chce. Tak było w 1 serii i tak jest jak na razie w drugiej. W pierwszej, gdy płakała przez Tomasa leciała od razu do Leona. Ale i tak bez pamięci (nie wiem jakim cudem) wzdychała do Tomasa, a Leon to znosił. W drugiej pojawia się Diego i już jej odbija. Leon wiecznie za nią latać nie będzie.
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzielam Twoje zdanie. Ale nie chcę być złowróżbna, poczekam, aż mi przetłumaczą ich wszystkie kwestie. :)
      W każdym razie: Leon to król cierpliwości i naprawdę piekielnie ją musi kochać. Nie poświęcałby się tak gdyby to nie było potężne uczucie. -

      Usuń
    2. Tak to racja. Mi się tak nudziło, że stworzyłam ich portrety psychologiczne.
      I w dzisiejszym odcinku pokazał jak bardzo ją kocha i wskoczyłby za nią w ogień. Pozazdrościć.
      A.

      Usuń
    3. A to jego wyznanie! Że zakochał się w niej między innymi za tą szczerość i ją ufa! <3 Chryste Panie. Stworzyli ideał! I jak tu nie płakać nad tym, że w moim życiu takich nie ma?

      Usuń
  10. I jak tu mu nie kibicować? Skoro on na nią patrzy zawsze z taką miłością? Tomas ma zawsze jedną minę.
    Kiedy podczas przedstawienia, gdy Violka śpiewała "Te creo" Tomas miał minę zbitego psa, a Leon patrzył na nią z taką miłością...
    Ale i tak ja uwielbiam jego wyraz twarzy, gdy dwa razy z nią zrywał, ten w 73, gdy stał za nią jak ona próbowała grać. To było coś.
    A.

    OdpowiedzUsuń
  11. super rozdział i opis Ludmiły doskonale odzwierciedla jej osobowość. Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piszesz opowiadanie, które będzie częściowo związane z 2 sezonem Violetty? c:
    Jeśli tak to mogę wiedzieć czy oglądałaś już parę odcinków, a jak tak to gdzie? c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale częściowo. Oglądąłam na todoteenagels.com

      Usuń
  13. Tak mi się nudziło. Szperałam po necie, na zagranicznych portlach, i patrz jakie zdjęcia znalazłam :D
    W tym pierwszym, to raczej Leon, a w tym drugim, to nie mam pojęcia :D
    1 ) https://pbs.twimg.com/media/BJrzh_ZCAAMSUTm.jpg:large
    2) http://1.bp.blogspot.com/-VMbjRCTo9AY/UV-q-rI8-dI/AAAAAAAAAro/fsUc9MuOYVM/s1600/BGkA_zsCEAAZYyZ.jpg ( jeśli, to L, to pewnie tą scenę zobaczymy w 80 odcinku xD)
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to León, ale to będzie raczej wcześniej, bo 80 odcinek kończyli nagrywać 18 kwietnia, a to zdjęci epojawiła sie wcześniej na Brazylijskim blogu ;-)
      PS: ja też dużo szperam ;-)

      Usuń
    2. Leoś, Leoś na obu. No i z tego pierwszego zdjęcia, to narobili tyle gifów (będzie kiss, jak złoto <3), a ja nigdzie nie mogę znaleźć filmiku :O A tak bardzo chcę. No i bardzo tę scenę podobną zrobili do pierwszego pocałunku Leonetty. Jest ławeczka, jest woda i do tego te kwiatki na ujęciu tak fajnie było widać. Normalnie bajecznie.

      Niech się idzie Diego schować lepiej, bo romantyzmu to on nie ma za grosz! :D

      Usuń
    3. Jak ktoś znajdzie ten filmik to ja sie zgłaszam!
      A tu jest też jakiś cmao i piszą, że to vhyba 15 odc. 2 sezonu http://www.youtube.com/watch?v=P_q4fhUOeXs ale to wygląda bardziej na jakąś reklame ;-)

      Usuń
  14. Kiedy nowy ? ;d Ulecz moje serce, po dzisiejszym odcinku ;d
    A.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jaki długi....To dobrze :)Poza tym rozdział był świetny.

    P.S. Zapraszam na bloga: www.leonietta.blogspot.com
    www.studio-on-beat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Też się spytam xD Kiedy coś nowego xD

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedy nowy ?

    OdpowiedzUsuń
  18. Boziu, najmocniej przepraszam za poślizg. Nie miałam głowy. Zaraz biorę się za naukę do sprawdzianu i jeszcze dzisiaj w nocy, OBIECUJĘ, dodam nową.

    OdpowiedzUsuń