Rozdział pierwszy

Nikt nie może cofnąć się w cza­sie i na­pisać no­wego początku, ale każdy może zacząć od dzi­siaj i do­pisać no­we zakończenie.  
~Maria Robinson


     Violetta
     Pierwsze promienie porannego słońca wlewały się leniwie do mojego pokoju, kiedy otworzyłam oczy. Ziewnęłam przeciągle i spojrzałam na wyświetlacz telefonu, który od zawsze miał miejsce pod poduszką w brązowe jaskółki. Oprócz godziny, siódmej trzydzieści, zarejestrowałam nowego sms'a. Nie zastanawiając się wiele, wcisnęłam "Pokaż". 
Słodkich snów. Leon
     Uśmiechnęłam się do siebie szeroko. Wczorajszego wieczoru, rozprawiając z nim o nowej wersji Studio21 zasnęłam znużona męczącym dniem i nie zdołałam odpisać na wiadomość. Stwierdziwszy, że nie muszę tego robić, zwlekłam się powoli z łóżka i podbiegłam do szafy w celu wybrania odpowiedniego stroju na inaugurację roku szkolnego w Studiu On Beat. Za najoptymalniejsze rozwiązanie obrałam czarne spodnie do kostek i koszulę ze zdobnym kołnierzykiem, gdyż tego dnia miało być wyjątkowo zimno. Tak ubrana, zeszłam do salonu, gdzie na stole czekało na mnie śniadanie. 
     - Dzień dobry! - zawołałam śpiewnie i ucałowałam ojca w policzek. - Gdzie Angie? 
     - W sypialni, ubiera się - odparł jak zawsze opanowany tato. 
     Chciałam już pytać, czy w swojej sypialni, czy może w jego, ale w porę ugryzłam się w język. Między Angie a tatą ewidentnie coś było i, cóż, byłam szczęśliwa z takiego obrotu wydarzeń, jednakże wciąż ta sytuacja była dla mnie dość nowa.  
      Usiadłam na krześle obitym kremowym materiałem i zaczęłam smarować sobie kromkę malinowym dżemem, kiedy do moich uszu dotarł dźwięk mojej guwernantki:
     - Cześć, Violu - powiedziała i porwała ze stołu słodką bułkę, po czym zwróciła się do mnie ponownie - Gotowa? Dochodzi ósma, a my zaraz się spóźnimy na zajęcia. 
     - Już ósma? - wypaliłam i zerwałam się z siedzenia. Nie mogłam się spóźnić, nie dzisiaj. 
     

     Droga do Studia minęła na przekomarzaniu się i próbach wyciągnięcia od Angie jakichś faktów na temat jej relacji z tatą. Niestety, nadaremno. Nie wiem, czym musiałabym ją przekupić, aby zgodziła się uchylić rąbka tajemnicy. Po dłuższym zastanowieniu jednak, muszę stwierdzić, że lepiej pozostawić ich samym sobie. Nie chciałabym czegoś między nimi zepsuć swoimi dociekaniami. 
Gdzie jesteś?
     Wysłałam smsa Leonowi. Tak bardzo chciałam go już zobaczyć! 
W sali od tańca
      Pożegnałam się z Angie i skierowałam kroki wgłąb studia, które zmieniło swój wystrój znacząco, od kiedy tutaj ostatnio byłam - wszystkie loga uległy zmianie i miejscami wzory na ścianach również. Nie powiem, podobała mi się ta zmiana.
     Przeszłam przez drzwi i do moich uszu dotarła melodia Podemos grana przez szatyna. Serce zabiło mi mocniej.


     Leon
      Spod moich palców wydobywała się spokojna melodia, tak dobrze mi znana, kiedy nagle poczułem ciało z impetem przytulające moje. Wyszczerzyłem zęby w szerokim uśmiechu i odwróciłem się w stronę Violetty, której nie widziałem od tak dawna. Odwzajemniłem uścisk napawając się zapachem i ciepłem bijącym od dziewczyny.
      - Tęskniłem - wyszeptałem jej we włosy. Byłem prawie o głowę od niej wyższy, dlatego musiała ją zadrzeć do góry, aby spojrzeć mi w oczy.
       - Nie bardziej niż ja - żachnęła się i wspieła na palce, aby złożyć mi na ustach delikatny pocałunek, który odzwajemniłem

      Później, trzymając się za ręce, słuchaliśmy przemówienia Antonia, który przedstawił nam nową nauczycielkę tańca - Jackie. Byłem całkiem zadowolony z faktu, że Gregorio nie będzie już nas uczył. Owszem, był dobry, ale dość trudny w obyciu, przez co utrudniał nam wszystkim życie. 
           Nowa nauczycielka wydawała się być sympatyczną osóbką, ale wolałem się przekonać o tym na lekcjach. 

     Właśnie wychodziliśmy ze Studia, kiedy zadzwonił telefon. Spojrzałem na wyświetlacz. Jose. Dyrektor torów. 
    - Leon, mam dla ciebie propozycje. Przyjechało dzisiaj sporo nowych, a nie bardzo ma się nimi kto zająć. No wiesz, oprowadzisz, pokażesz co i jak i wdrożysz ich w zasady w naszym klubie. Co ty na to? - przeszedł do rzeczy niemal od razu, nie dając mi szans na protest. 
    - A co z Dominico? Nie może?
    - Coś mu wypadło. - odparł. - No to jak? Dostaniesz miesięczny karnet za darmo. 
    Spojrzałem na Violettę, która czekała na mnie, siedząc na ławce i obserwując swoje buty. 
    - Miesięczny, mówisz? Dobra, ale ten jeden raz - zgodziłem się. 
    Miałem odprowadzić Violettę, ale chyba mnie zrozumie?
    - Violu - zacząłem, ale nie dane mi było skończyć, gdyż pojawiła się przede mną Francesca.
    - Vilu! Zadzwonił do mnie facet, który gwizdnął mi walizkę, będzie czekał na mnie pod domem, pójdziesz ze mną?
    - Co? Ale jaką walizkę? - Ta wydawała się nie wiedzieć o co chodzi. Skrzyżowałem ręce na ramionach i przekrzywiłem głowę robiąc podobny gest co Violetta.
    - Wytłumaczę ci po drodze, chodź - Złapała Violę za rękę i pociągnęła w stronę parku zostawiwszy mnie z osłupiałym wyrazem twarzy.


    Violetta
     - Na przyszłość, to może pomaluj sobie tę walizkę i napisz wielkimi literami "Francesca", albo lepiej uwiąż ją sobie koło nogi, żeby nikt ci jej nie ukradł, co? - powiedziałam i zerknęłam na telefon w celu sprawdzenia godziny.
       Droga do domu Francesci wiodła przez park i kilka przecznic i trwała zazwyczaj kilkanaście minut. Inaczej było z Resto Bandem - interesem brata Fran, który położony był tuż obok szkoły, w całkiem dobrym, strategicznym miejscu.
        - Nie przesadzaj, to tylko pomyłka - odparła.
       Dźwięk przeszyła piosenka Junto a ti dochodząca z nowego telefonu dziewczyny, który zakupiła jakiś czas temu. Brunetka przeprosiła mnie gestem i odebrała.
        - Czego chcesz, Luca? - powiedziała znudzonym tonem i przystanęła w miejscu opierając wolną rękę o biodro.
        - Żartujesz? Czemu sam tego nie zrobisz? - warnęła. - Ugh, no dobra!
        Rozłączyłą się i schowała telefon do kieszeni spodenek w kwiatowy wzór.
        - Muszę skoczyć na pocztę, bo brat miał coś odebrać. Poczekasz na mnie przed domem?
        - Uhm, pewnie - odparłam i pożegnałam się z przyjaciółką buziakiem w policzek.
        Dom Fran, położony ulicę dalej, był niewielkim budynkiem zbudowanym na początku dwudziestego wieku z klasycznymi na ten okres zdobieniami. Pomalowany był na różne odcienie kremu, odcinające się bardziej przy okiennicach. Przeszłam przez niewielką bramę i postanowiłam podejść pod drzwi, żeby usiąść na niewielkim, drewnianym tarasie. Ktoś tam jednak już stał, dzierżąc w dłoniach srebrną walizkę.
         - Dobrze, że jesteś - powiedział.
#
PRZEPRASZAM, że tak późno. 

4 komentarze :

  1. Boskieee. :D :*
    Czekam na next. :D :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Boskie! :D Czekam z niecierpliwością na następny. Mam nadzieję, że szybko dodasz. :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Diego? Tylko proszę: Leonetta! A rozdział super!

    OdpowiedzUsuń